Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Piątek, 10 września 2010 r. 253 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Recenzje | Konferencje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Klinika edukacyjna
 Polecamy
 Publikacje
 Relacje praktyków
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Bibliografie
 Recenzje
 Konferencje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Felieton > Reformy Guliwera


„Gazeta Szkolna" opublikowała w numerze 10-11 wywiad z Romanem Giertychem pt.: „Powstają założenia nowej reformy edukacji"

 

Przyszedłem do was [do ministerstwa] a wy nie poznaliście [się na] mnie!

 

To wiodący motyw obszernego wywiadu, jakiego udzielił minister Roman Giertych redaktor Ewie Jurkiewicz, a który to wywiad „Gazeta Szkolna" opublikowała w numerze 10-11 pod tytułem: „Powstają założenia nowej reformy edukacji". Z wypowiedzi jawi się obraz Guliwera w krainie Liliputów. To my, obserwatorzy i recenzenci minionych 300 dni działań Ministra jesteśmy małymi ludźmi, którzy nie dorośli do tego, aby docenić wielkości dzieł Wielkiego Reformatora! Jak żali się rozmówca, „z niektórych mediów można wywnioskować, że z polską edukacją było wspaniale, aż przyszedł barbarzyńca Giertych i zaczął rozwalać wszystko, co było dobre." Nieco dalej czytamy: „Takie przeświadczenie, że edukację mamy wspaniałą, że wszystko się dobrze rozwija, a jest tylko problem z ministrem, funkcjonowało w mediach od początku, a na dodatek jeszcze się utrwala."

 

A tak w ogóle, to wiele przypisywanych mu pomysłów nie pochodzi od niego: „ To tylko media tworzą nieustannie takie fakty... Nawet moje urodziny są wykorzystywane jako element zainteresowania społecznego." Bo, na przykład o zawodówkach, „to był pomysł jednego urzędnika, aby wprowadzić limit punktów. Ten pomysł był też zgłaszany na spotkaniach z nauczycielami. Szczególnie zainteresowani wprowadzeniem takiego rozwiązania byli - co oczywiste - nauczyciele zawodówek."

 

Jednak nie to jest najsmutniejsze w tym wywiadzie. Prawdziwą grozą powiało z tego fragmentu, z którego dowiadujemy się o reformatorskich ambicjach Ministra. Wspomniał o tym, jakby mimochodem, odpowiadając na pytanie o zwiększenie uprawnień dyrektorów szkól w kwestiach zatrudniania pracowników: „ Zwiększyć uprawnienia zdecydowanie trzeba. Nasza reforma będzie również podejmowała kwestie uelastycznienia zawodu." A więc będzie reforma! Na pytanie kiedy należy oczekiwać jej ogłoszenia? - pada odpowiedź: „Przygotowujemy na razie jej założenia, ale chyba ja jej już nie wprowadzę w tej kadencji urzędowania. W następnej się zastanowię..."

I, mogłoby się zdawać, jest to jedyna dobra wiadomość tego wywiadu! Ale nie ma się z czego cieszyć. Wprowadzić, mówi, nie zdąży, ale przeprowadzić przez „szybka scieżkę" legislacyjną, dzięki działalności speckomisji sejmowej „Solidarne państwo" - jak najbardziej tak!

 

Czy autor słów „nasza reforma" w ogóle wie o czym mówi? Co zamierza reformować? Czy ma to być reforma ustroju szkolnego, jakimi były trzy wielkie reformy minionego stulecia? Ta z 11 marca 1932 roku (nazywana "ustawą jędrzejewiczowską" od nazwiska ministra Janusza Jędrzejewicza)? Ta, którą wprowadziła ustawa o rozwoju systemu oświaty i wychowania uchwalona przez Sejm PRL 15 lipca 1961 roku?. Czy ta ostatnia, z 1 września 1999 roku, zwana od nazwiska ówczesnego ministra edukacji „Reformą Handkego"? A może chodzi tu o reformę programową? Myślano o tym intensywnie zwłaszcza w okresie pierwszych rządów „solidarnościowych", na początku lat dziewięćdziesiątych. Jej ówczesny główny ideolog, obecnie także w resorcie jako podsekretarz stanu - Stanisław Sławiński, mógłby się podzielić z obecnym szefem swym wieloletnim doświadczeniem w tej dziedzinie. Już w 1990 r. przyszedł on do Ministerstwa Edukacji Narodowej, i w latach 1991-1993 kierował przygotowaniami do reformy programów nauczania. W następnych latach nadal pracował na rzecz reformy systemu edukacji w Instytucie Badań Edukacyjnych w Warszawie, także jako prezes Stowarzyszenia na Rzecz Reformy Szkolnej. W 1998 r. był doradcą Ministra Edukacji Narodowej. I to właśnie wtedy rodziła się reforma, której kres zapowiada obecny Minister. Ale i pan Sławiński przed rokiem1993, i ekipa ministra Handke, zanim zabrali się do reformowania, pytali czemu ma służyć system szkolny, co jest celem projektowanych zmian. Stanisław Sławiński organizował liczne seminaria i spotkania dyskusyjne , na których pytał nauczycieli, co jest celem szkoły: czy szkoła podstawowa dostarcza wiedzę, która jest potrzebna, aby zdać egzamin do dobrego liceum, szkoła średnia uczy po to, aby dobrze zdać maturę i dostać się na studia? A co jest celem szkół wyższych? I zwykle doprowadzał do konkluzji, najlepiej wyrażonej w łacińskiej maksymie: „Non scholae sed vitae discimus" ! [Nie dla szkoły lecz dla zycia się uczymy.]

 

Mirosław Handke tak mówił o tym, co przyświecało twórcom „jego" reformy: „Myślę, że rzeczywiście ustrój demokratyczny, który może nie jest najdoskonalszy, naprawdę sprawdza się wówczas, gdy społeczność go tworząca rozumie reguły, którymi się posługuje, gdy ma swego rodzaju dystans, gdy zbyt łatwo nie ulega emocjom, a raczej poddaje się pewnym racjonalnym odpowiedziom na ten system. Myślę także, że takie społeczeństwo jest mniej podatne na różne socjotechniczne manipulacje. A więc nie możemy zbudować ustroju demokratycznego bez naprawdę dobrej edukacji. A skoro chcemy budować ten system, skoro mamy zapewniać edukację na dobrym poziomie, musimy po pierwsze zadbać, żeby była ona powszechna. Zatem podstawowym celem tego, co robiliśmy, jest upowszechnienie edukacji. Oznacza to także usunięcie barier dostępu do edukacji." I tej idei podporządkowane zostały wszystkie elementy reformowanego, kompleksowo, systemu szkolnego, programów kształcenia i egzaminów zewnętrznych.

 

A może „Reforma Giertycha" ma nawiązywać do idei reformy z 1932 roku? Tak o niej pisała Joanna Sadowska, autorka monografii reformy Jędrzejewicza: „Szkoła miała tworzyć społeczeństwo dopasowane do rządów autorytarnych - zgodnie ze schematem "wódz - elity - masy".[...]Autorzy reformy z lat 30. mówili wprost, że miała stworzyć mechanizm wyłaniania ludzi, z której rządząca elita mogłaby dobierać nowych członków. Forma egzaminu uczyła posłuszeństwa wobec władzy, a zakres autonomii ucznia był minimalny - tak jak miało być w przyszłym życiu. Trudno wyobrazić sobie mniej demokratyczne ideały."

 

Ale ja chyba przeceniam dzisiejszego ministra. Wczytując się w treść wywiadu dowiedziałem się jedynie, że mówi to człowiek, który jak ci „straszni mieszczanie w strasznych mieszkaniach" z wiersza Tuwima - wszystko widzi oddzielnie. Że licea profilowane - to problem dla ministra, bo..."zaniżają nam wszystkie statystyki"!!! Że najważniejsze - to „uporządkowanie szkoły aby nie było agresji". Pan Minister wyraźnie to podkreśla: „ Chciałbym się skupić na najważniejszych problemach, bez wchodzenia w takie szczegóły, jak np. licea profilowane." I nie rozumie, że istnienie lub likwidacja tego elementu systemu, to nie jest sprawa woluntarystycznej decyzji, a ewentualna konsekwencja głębokiej analizy funkcjonalnej systemu!

 

Z kolejnych słów można wywnioskować, że o ustroju szkolnym będą chyba decydowali nauczyciele w głosowaniu, jak to już raz zastosował pan minister przy sprawie limitu punktów, wymaganych przy ubieganiu się o przyjęcia do liceum lub technikum: „Ja zarządziłem nawet głosowanie i większość opowiedziała się za..."

 

Zapowiedzią obiecanej reformy mogą być najnowsze inicjatywy legislacyjne, jak ta ostatnia nowelizacja ustawy o systemie oświaty, czyniąca dyrektora szkoły wasalem kuratora, kuratora, którego podstawową „kompetencja" jest lojalność wobec ministra!

 

Przez chwile miałem nadzieję, że nie będzie tak źle. Bo przeczytałem, że wspiera Ministra osoba z cenzusem naukowym. Mówiąc o zamiarach zreformowania finansów oświacie, informuje: "Pracuje nad tym pani prof. Sylwia Sysko-Romańczuk... Profesor Romańczuk, którą ściągnąłem do ministerstwa, to najlepsza specjalistka z możliwych w całym rządzie. Jest profesorem SGH z zakresu zarządzania" Nie dodał tylko, że w tej SGH pani profesor jest od bardzo niedawna, bo do końca stycznia 2007 r. pracowała jako adiunkt w Katedrze Organizacji i Zarządzania Uniwersytetu Szczecińskiego, a jej zainteresowania i dokonania naukowe dotyczyły problemów zarządzania organizacjami, a w szczególności przedsiębiorstwami. W 2000 roku na zamówienie Komisji Europejskiej przeprowadzała badania sytuacji przemysłu stoczniowego. Tak więc, może wkrótce zobaczymy naszą edukację na pochylni...

Aż mnie korci, aby zakończyć motywem Guliwera, od którego zacząłem moje refleksje. Bo sławna książka Jonathana Swifta jest niezwykle pouczającą metaforą zmienności ludzkich losów. Guliwer nie tylko trafił do krainy liliputów. W innej jego podróży role się odwróciły - to on stał się miniaturową zabawką w krainie wielkoludów! Bo warto pamiętać o tym, że ocena wielkości zawsze zależy od punktu odniesienia. Nietrudno być lwem wśród zajęcy...

Bo pan Giertych, gdyby zechciał naprawdę zostać nauczycielem - byłby tylko stażystą.. I to zatrudnionym warunkowo, na rok - z obowiązkiem uzyskania „przygotowania pedagogicznego"!

 

Włodzisław Kuzitowicz

 

Wywiad z ministrem Romanem Giertychem Gazeta Szkolna