Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Piątek, 18 maja 2012 r. 139 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Recenzje | Konferencje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
centrum konferencyjno widowiskowe Lutnia
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Impresje Małgorzaty
 Polecamy
 Publikacje
 Relacje praktyków
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Bibliografie
 Recenzje
 Konferencje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Publikacje > Rola szkoły specjalnej


Zamiast wstępu ...

 

Kiedy mama Anety wybrała dla swojej niesłyszącej córki kształcenie w szkole specjalnej , jej decyzja spotkała się z powszechną niemal dezaprobatą nie tylko wśród znajomych ale również wśród członków rodziny.  Z jeszcze większym niedowierzaniem przyjęto  fakt, że dziecko będzie musiało mieszkać w internacie. „Na miejscu jest przecież szkoła integracyjna". „Po co wozić dziecko do innej miejscowości?". „Do szkoły specjalnej...?!". Te i im podobne komentarze brzmiały jak wyrzut. Nikt nie zainteresował się jakie argumenty leżały u podstaw decyzji.

 

Jolanta K. została matką mając 20 lat. Jeszcze nie zdążyła w pełni oswoić się z rolą matki, kiedy przyszło jej zmierzyć się z funkcją znacznie trudniejszą: matki dziecka niepełnosprawnego. W chwili dokonywania wyboru: szkoła integracyjna czy specjalna miała za sobą kilka lat poszukiwań cudownej metody, która pozwoli jej córce lepiej słyszeć i mówić. Nie pomogły wizyty u lekarzy, specjalistów, wyposażenie dziecka w nowoczesne aparaty słuchowe, długotrwała terapia logopedyczna. Efekty były niewspółmierne do wkładanego wysiłku. Dziecko wymawiało pojedyncze słowa, reagowało na niektóre dźwięki, a z otoczeniem porozumiewało się za pomocą naturalnych gestów. Znaczenie gestów rozumieli ci, którzy mieli częsty kontakt z dzieckiem. Inni posiłkowali się tłumaczeniami matki. Anetka z coraz większymi oporami poddawała się kolejnym  zabiegom. Stopniowo zniechęcała się także i matka;  coraz rzadziej chodziła z córką na plac zabaw, do znajomych, unikała spotkań rodzinnych.  Kiedy  zaczynały się (nieuniknione w takich sytuacjach) rozmowy na temat dzieci starała się skierować je na inne zagadnienia. Cóż mogła powiedzieć o swoim dziecku? Ich życie toczyło się odmiennym rytmem wyznaczanym przez kolejne badania, terapie, ćwiczenia w domu.

 

Przełomem stała się przypadkowa wizyta w szkole  dla  niesłyszących. Wbrew potocznym opiniom nie było tam wcale cicho. Podczas przerwy korytarze wypełniał gwar; dzieci biegały , hałasowały, bawiły się i najwyraźniej miały sobie wiele do powiedzenia. Jedne mówiły mniej lub bardziej wyraźnie, inne migały. Bardzo szybko zainteresowały się Anetką i jej mamą. Spontaniczność dzieci, ich bezpośredniość i naturalność zachowań wywarły duże wraże nie na obu. Poczuły, że są we właściwym miejscu.

 

Dziś Aneta jest już dorosła. Uczęszczała tylko do szkół specjalnych. Przez kilka lat mieszkała w internacie, mimo to łączy ją silna więź emocjonalna z mamą. Zdobyła zawód i pracuje. Myśli o kontynuacji nauki na wyższej uczelni. W jej otoczeniu są osoby słyszące i niesłyszące. Z jednymi porozumiewa się za pomocą mowy dźwiękowej, z drugimi językiem migowym. Sama utożsamia się ze środowiskiem niesłyszących. Zdecydowanie przeciwstawiła się namowom rodziny, aby poddała się zabiegowi wszczepu implantu ślimakowego. Wszelkie perswazje ucinała krótko: „Ja chcę być głucha. Przynajmniej wiem kim jestem". Popiera ją matka.  

 

„Rodzice potrzebują pomocy i rady, żeby podtrzymywać poczucie własnej kompetencji wychowawczej, przecież wychowując dziecko specjalnej troski, ponoszą oni porażki i niepowodzenia; postępy dziecka są powolne, trudno zauważalne, zachowanie nierzadko zaburzone. Rodzicom potrzebna jest więc nie tylko rada ale również akceptacja i podtrzymanie ze strony nauczyciela - wychowawcy. Nie można zapominać o tym, że i nauczycielom potrzebne jest poczucie, iż cieszą się szacunkiem i uznaniem rodziców"

                                                                                                                         H. Olechnowicz

 

 

Miejsce szkoły specjalnej w systemie kształcenia osób niepełnosprawnych

 

Uzyskanie przez Polskę w 1918 r. niepodległości stworzyło szansę na zbudowanie polskiego  nowoczesnego systemu oświaty i wychowania, w tym również szkolnictwa specjalnego. Dekret o obowiązku szkolnym z 7 lutego 1919 r. obejmował wszystkie dzieci, także niepełnosprawne jeżeli w danej miejscowości  istniał zakład kształcenia specjalnego (M. Balcerek ,1990) .

 

 

W Deklaracji Genewskiej uchwalonej 23 lutego 1923  przyjętej przez kilkadziesiąt państw, w tym również przez Polskę, uznano że „ludzkość winna dać dziecku wszystko, co posiada najlepszego" (M. Balcerek, 1990)  .

 

Od kilku lat szkolnictwo specjalne znajduje się w dość niekorzystnej sytuacji. Paradoksalnie w pewnym stopniu przyczyniła się do tego szeroko propagowana idea integracji. Osobom mniej zorientowanym w istocie zagadnienia, integracja jawiła się jako „złoty środek" na wszystkie problemy dzieci i młodzieży niepełnosprawnej. Rozstrzygnięcie:  integracja czy segregacja dla większości społeczeństwa było oczywiste. Niewiele osób zwracało uwagę na fakt, że to osoby pełnosprawne wypowiadały się w imieniu niepełnosprawnych. Różne formy edukacji są potrzebne, to nie ulega wątpliwości. Liczba koncepcji edukacyjnych dzieci niepełnosprawnych wskazuje, że poszukiwanie optymalnego rozwiązania nadal trwa. Część  dzieci  z powodzeniem funkcjonuje w szkołach integracyjnych lub ogólnodostępnych. Jeśli jednak z różnych przyczyn nie można przystosować  dziecka  do „normalnego" środowiska, pozostaje środowisko przystosować do dziecka stwarzając mu warunki specjalne. [...]

 

 

Urszula Wiąckiewicz*

 

Powyższy fragment artykułu pochodzi z książki „Problemy rzecznictwa i reprezentacji osób niepełnosprawnych", red. Podgórska-Jachnik D. wyd. EGP, WSP w Łodzi, Łódź 2009.

 

 

Cała publikacja do ściągnięcia tutaj

 

 

* Zmarła tragicznie 10 sierpnia br Urszula Wiąckiewicz była pedagogiem specjalnym w zakresie surdopedagogiki. Wspaniały wykładowca, terapeuta, metodyk i doradca, ale także autorka podręczników, organizatorka szkoleń i seminariów, nauczycielka języka migowego. Przez wiele lat pracowała, także na stanowisku kierowniczym, w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym nr 4 (dla Dzieci Niesłyszących) w Łodzi, przy ulicy Krzywickiego 20. Współtworzyła Ośrodek Wczesnej Interwencji dla Dzieci Niepełnosprawnych. Ostatnio pracowała w Fundacji Jasia i Małgosi jako wicedyrektor Centrum Terapii Dziecka tej fundacji. Stworzyła tam i koordynowała system Wczesnego Wspomagania Rozwoju, dzięki któremu z terapii korzysta już 80 niepełnosprawnych dzieci. Od początku powstania WSP w Łodzi była kierownikiem i wykładowcą wielu studiów podyplomowych, w tym autorskich studiów Wczesnego Wspomagania Rozwoju. Prowadziła w tej uczelni także wiele zajęć dla studentów pedagogiki specjalnej.

 

Wspomnienie o Zmarłej:  "Ula... Tak o Niej mówiliśmy, ciepło i miękko"

 

wk