Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Sobota, 04 lutego 2012 r. 35 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Recenzje | Konferencje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
centrum konferencyjno widowiskowe Lutnia
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Impresje Małgorzaty
 Polecamy
 Publikacje
 Relacje praktyków
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Bibliografie
 Recenzje
 Konferencje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Publikacje > Samotność młodego nauczyciela


Dzieje się tak wtedy, gdy nie jest on w stanie podołać wszystkim obowiązkom. "Samotność nauczyciela - kilka słów o pomocy pedagoga specjalnego.

 

Ostatnio pojawiło się bardzo wiele opracowań na temat pracy nauczyciela oraz nieodłącznie związanego z nią stresu, samotności i wypalenia zawodowego... Pewnie dla nikogo nie będzie wielkim odkryciem, jeśli napiszę, że nauczyciel w swojej pracy zawodowej bardzo często doświadcza poczucia samotności. No, ale w końcu ktoś, kto świadomie wybrał ten zawód powinien się liczyć z tym, że w bardzo wielu (nierzadko trudnych) sytuacjach będzie musiał radzić sobie sam. Jednak czasem owa samotność bywa wyjątkowo uciążliwa. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy nauczycielowi wydaje się, że nie jest w stanie podołać wszystkim obowiązkom na nim spoczywającym, że przerastają one jego psychiczne i fizyczne możliwości.

 

Podam przykład. Nauczyciel przedszkola specjalnego dla dzieci upośledzonych umysłowo nie jest w stanie sam zapewnić bezpieczeństwa wszystkim dzieciom, z którymi pracuje... Przepisy, co prawda regulują ilość dzieci w grupie, z którą taki nauczyciel może pracować i jest ona znacznie mniejsza niż w placówkach masowych (w przypadku dzieci z głębokimi i sprzężonymi zaburzeniami może liczyć nawet od 2 do 4 podopiecznych). Ale jak to w życiu często bywa: przepisy to jedno, a rzeczywistość, to już zupełnie, co innego... Poza tym może się zdarzyć, że z którymś z wychowanków nauczyciel będzie musiał wyjść do toalety, by pomóc w najprostszych czynnościach higienicznych jak chociażby umycie rąk po zajęciach plastycznych - nie może reszty grupy zostawić bez opieki! Przecież gdyby w tym czasie wydarzył się jakiś nieszczęśliwy wypadek... pierwsze pytanie ze strony dyrekcji, władz, mediów: „a gdzie był nauczyciel? Jak mógł zostawić TAKIE dzieci bez opieki?" Jest jeszcze inna kwestia: dzieci upośledzone umysłowo dość często są także upośledzone fizycznie. Zdarza się, że wymagają pomocy we wszystkich czynnościach dnia codziennego... Jak jedna, mała i niezbyt silna nauczycielka miałaby sobie poradzić z 10 letnim chłopcem (istnieje przecież możliwość wydłużenia edukacji przedszkolnej do 10 r.ż) ważącym 50 kilogramów... Jak wyjąć go z wózka inwalidzkiego bez specjalistycznego sprzętu, na który większości placówek po prostu nie stać? Jak przebrać w razie potrzeby? Jak zorganizować zajęcia ruchowe? Nadwerężając własny kręgosłup?

 

Aby zapobiec właśnie takim przeciążeniom w placówkach specjalnych, tj. np. przedszkola specjalne zatrudniana jest pomoc nauczyciela. Pomoc w placówkach edukacyjnych (szkołach i przedszkolach) dla dzieci niepełnosprawnych zatrudniona jest przede wszystkim po to, by wspierać nauczyciela w jego poczynaniach. Czasem musi popilnować dzieci, kiedy nauczyciel pracuje z jakimś uczniem indywidualnie; innym razem jest odpowiedzialna za karmienie, przewijanie, mycie, itd. Słowem bez niej nie byłoby możliwe przeprowadzenie większości zajęć. To właśnie osoba zatrudniona w charakterze pomocy wykonuje zdecydowaną większość czynności higienicznych (tak, aby nauczyciel nie musiał za każdym razem przerywać zajęć, by np. przewinąć wymagające tego dziecko). Nie musi mieć ani specjalistycznego wykształcenia - pomocą może być osoba, która ukończyła tylko szkołę podstawową - ani, jak pokazuje życie nie musi mieć też żadnych predyspozycji do wykonywania zawodu... Zresztą nie bardzo wiadomo, kto i w jaki sposób miałby sprawdzić czy dana osoba nadaje się do pracy, czy nie? Najważniejsze, żeby miała chęci.

A skoro zawód ten nie jest obwarowany tak naprawdę żadnymi wymogami, to co będzie, jeśli na takim stanowisku zostanie zatrudniona osoba, która się do tego zupełnie nie nadaje? Czy ktoś zastanawiał się nad tym, jak taka pomoc może wpłynąć na jakość pracy pedagoga? Jak układa się współpraca nauczyciela z załóżmy kłótliwą babą, która nie dość, że próbuje wszystkimi rządzić, np. stale pokrzykuje na dzieci, nieustannie narzeka, obgaduje nauczyciela, ciągle komentuje jego pracę, wydaje dzieciom polecenia sprzeczne z tym, o co prosi ich wychowawca, to jeszcze ze względu na swój wiek nie jest w stanie wstać z fotela, więc siedzi na nim prawie cały dzień? Po co komu pomoc, która tylko wszczyna awantury i wprowadza zamęt? A jeśli dodamy do tego, że jest to osoba apodyktyczna, nerwowa, a nawet agresywna - ilu pedagogów poradzi sobie z takim dodatkowym obciążeniem?

 

Na studiach pedagogicznych nikt nie uczy tego, jak układać współpracę z pracownikami pomocniczymi. Nikt nie przekazuje też wiadomości na temat tego, jak się zachować w sytuacji konfliktu. Absolwent studiów pedagogicznych nie wie nawet, czego może wymagać od osoby przypisanej do jego grupy jako pomoc.

 

Chyba zwłaszcza młode nauczycielki (a więc te, którym wsparcie jest najbardziej potrzebne) najczęściej skarżą się na brak odpowiedniej pomocy. To znaczy teoretycznie jakaś osoba jest przydzielona, ale praktycznie okazuje się, że albo niewiele robi, albo ciągle jej nie ma... Tymczasem młoda nauczycielka, dla której załóżmy taka pani ze względu na swój wiek mogłaby być matką czuje się bardzo niezręcznie, gdy musi zwrócić jej uwagę i bardzo często poza swoimi obowiązkami wypełnia także obowiązki pracownika (tylko z nazwy) pomocniczego, np. ścieli łóżka przed leżakowaniem, przewija, karmi, sprząta, itd. Czasem jest też tak, że nauczyciel, który próbuje wyegzekwować realną pomoc od osoby, która przecież w tym celu jest zatrudniona naraża się na krytykę... dyrekcji, bo załóżmy p. Krysia pracuje od dziesięciu lat, jest znakomitą krawcową i nieraz „poratowała" dyrekcję z opresji świadcząc różnego rodzaju usługi krawieckie, a że nie wypełnia aż tak sumiennie wszystkich swoich obowiązków... No cóż... W końcu nie ma ludzi doskonałych... Usługi krawieckie też kosztują, a młodemu, ambitnemu nauczycielowi „korona z głowy nie spadnie jak poprzewija i nakarmi dzieci..."

Pewnie i nie spadnie..., co najwyżej może spaść jego motywacja do pracy. Może też pojawić się uczucie osamotnienia, potęgowane poczuciem niesprawiedliwości, wkrótce po tym pojawiają się pytania typu „po co ja właściwie kończyłam te studia pedagogiczne skoro teraz za cichym przyzwoleniem dyrekcji rządzi mną pomoc, za którą ja wypełniam obowiązki..."

 

Jest jeszcze inny problem: skoro dobre efekty pracy nauczyciela wynikają z czegoś bardzo nieuchwytnego i indywidualnego tkwiącego w osobie samego pedagoga, to czy niewielkie efekty (często nieadekwatne do pracy wkładanej przez nauczyciela) bądź brak jakichkolwiek efektów nie może być skutkiem źle układającej się współpracy pedagoga z pomocą?

 

Podam przykład. Załóżmy, że pedagog dokłada wszelkich starań by otworzyć bardzo ciche, nieśmiałe i wycofane na świat dziecko. Dodajmy, że do niedawna było ono wychowywane w rodzinie z poważnym problemem alkoholowym, od kilku miesięcy przebywa w placówce opiekuńczo - wychowawczej, np. w domu dziecka, ale wciąż na każde głośniej wypowiedziane słowo reaguje panicznym strachem i milczeniem. Wiadomo, że w takim przypadku trzeba przede wszystkim zapewnić uczniowi poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji, należy odbudować jego zaufanie do osób dorosłych. Tymczasem nawet, jeżeli nauczycielowi uda się nawiązać jakąś nic porozumienia z tym dzieckiem, to efekty pracy wychowawczej okażą się znikome, jeśli osoba pracująca na stanowisku pomocy będzie człowiekiem kłótliwym, bądź agresywnym, a postawy i zachowania przez nią prezentowane będą podobne do tych, które uczeń mógł zaobserwować w domu rodzinnym. Dziecko będące świadkiem konfliktu (i wcale nie muszą być to werbalne potyczki - czasem „wymowne milczenie", dziwne uśmieszki i trzaskanie drzwiami są gorsze niż słowa wyrażone wprost) pomiędzy nauczycielem a pomocą, może zupełnie zamknąć się na świat osób dorosłych.

 

W tej sytuacji doskonale widać, że efekty pracy są uzależnione nie tylko od oddziaływań pedagogicznych nakierowanych na dziecko, ale także, a może przede wszystkim od atmosfery panującej na zajęciach, a więc dobrze układającej się współpracy pomiędzy pracownikami danej placówki edukacyjnej.

 

Podane przeze mnie przykłady świadczą o tym, jak ważna i często niedoceniona jest praca osoby zatrudnionej na etacie pomocy nauczyciela, w jakim stopniu jej postawa i zachowanie może przyczynić się do sukcesów bądź porażek pedagoga. To właśnie ta dobrze układająca się współpraca pomiędzy poszczególnymi pracownikami, decyduje często o tym, czy nauczyciel czuje się zupełnie samotny, czy też nie. A myślę, że nie ma chyba gorszej sytuacji dla młodego pedagoga, niż poczucie całkowitego osamotnienia już na samym początku jego rozwoju zawodowego."

 

Edyta Sabicka