Strona Główna > Publikacje > Ściśle tajna debata
Chciałbym znowu uczestniczyć w wojewódzkiej debacie edukacyjnej o przygotowywanej reformie programowej. Bo raz już chciałem. W tej, która 21 maja odbyła się w Łodzi. Ale nie było mi dane. Funkcjonariuszki rządu premiera, który tyle mówił o zaufaniu, nie ufają dziennikarzom. Ale nie tylko dziennikarzom. Także „przypadkowemu społeczeństwu". Organizująca tę imprezę Łódzka Kurator Oświaty ( wtedy jeszcze p.o.), zapewne realizując polecenia Pani Minister Edukacji, nałożyła ścisłe embargo na obecność przedstawicieli mediów na sali, w której odbyło się spotkanie Władzy z reprezentacją społeczeństwa. Reprezentacją koncesjonowaną. Mogli tam wejść tylko posiadacze specjalnego zaproszenia. Otrzymali je nieliczni dyrektorzy szkół i jeszcze mniej liczni nauczyciele - według zasady: po jednej osobie zaprasza wizytator ze szkół swojego „rejonu". No i oczywiście zaproszono oficjeli i przedstawicieli samorządów. A w ogóle, to wszystko to odbywało się w atmosferze nieomal konspiracyjnej. Zaczęło się od tego, że w terminarzu debat, opublikowanym na stronie MEN, łódzka debata planowana była na 19 maja. Tydzień przed tą datą zatelefonowałem do sekretariatu Kuratora, przedstawiłem się z imienia i nazwiska, podając, że dzwonię jako redaktor naczelny portalu wiedzy o edukacji www.gazeta.edu.pl i że pragnę dowiedzieć się jakie kroki należy poczynić, aby móc uczestniczyć w debacie z udziałem Pani Minister Hall. I tutaj spotkało mnie pierwsze zaskoczenia. Pani odbierająca telefon w sekretariacie (nie wiem czy była to sekretarka), powiedziała, że ona o niczym nic nie wie i że tylko pani kurator może mi coś powiedzieć. Ale pani kurator jest teraz zajęta, żebym zadzwonił za pół godziny. Zadzwoniłem. Pani kurator właśnie wyjechała, ale mam się w tej sprawie skontaktować z panią wizytator K. No to telefonuję. I tu kolejna niespodzianka! Zaproszenie? Wykluczone! O tym może zdecydować wyłącznie pani kurator! Mam zadzwonić nazajutrz, bo do tego czasu pani wizytator skonsultuje temat z panią kurator. Przeto czekam dzień i dzwonię. I słyszę, że zaproszenia nie otrzymam, bo jest zakaz wpuszczania na salę dziennikarzy. A jak sobie życzę zobaczyć Panią Minister, to w Urzędzie Wojewódzkim 21 maja o godzinie 11.10 odbędzie się konferencja prasowa. I w ten sposób dowiedziałem się ( a była już środa, 14 maja!), że debata będzie nie, jak to cały czas było zapisane na ministerialnej stronie www, 19 maja. Z poczuciem błędu w sztuce - zacząłem studiować internetową stronę łódzkiego kuratorium. Pewnie dawno o tym poinformowano, tylko ja nie zauważyłem! Spenetrowałem treści „zakładki" aż do 10 kwietnia! Nic podobnego! Ani słowa o tym, że w Łodzi w ogóle odbędzie się debata o edukacji, a co dopiero o tym - kiedy. Jak to możliwe? Czy naprawdę łódzcy nauczyciele nie zostali poinformowani o tak ważnym wydarzeniu? Jako że przepracowałem całe swoje życie zawodowe w tym mieście i w tej branży - mam nadal wielu znajomych wśród dyrektorów szkół. [ Zaliczałem kiedyś do tego grona także obecną Panią Kurator.] Zacząłem wydzwaniać do tych z nich, o których wiedziałem, że są żywo zainteresowani problemem, i co do których doświadczenia i kompetencji w dziedzinie mającej podlegać reformie nie miałem wątpliwości. I co się okazało? Że oni ode mnie dowiadywali się, że taka społeczna konsultacja ma się odbyć! Długo szukałem, aż trafiłem na osobę, która została zaproszona! Pojawiła się nadzieja, że choć „z drugiej ręki" - dowiem się co miała do opowiedzenia o zamierzeniach resortu Pani Minister i z jaką spotkało się to reakcją zaproszonych. A w poniedziałek 19 maja wyjaśniło się, dlaczego debata nie mogła się odbyć w tym terminie. Otóż w tym właśnie dniu odbył się konkurs na stanowiska łódzkiego kuratora oświaty. Do konkursu przystąpiła, jak to bywało już w innych województwach, jedna osoba. Bała nią, powołana kilka tygodni wcześniej na pełniącą obowiązki, popierana przez Platformę Obywatelska była dyrektorka Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej w Łodzi, Wiesława Zewald. I to ona, już jako kurator - elekt, współprowadziła środową debatę. Zgodnie z wolą organizatorów - do dzisiaj wszystko co zdarzyło się 21 maja w siedzibie Instytutu Europejskiego w Łodzi, którego dyrektor kilka minut po godzinie 12.00 powitał dostojnych gości wojewódzkiej debaty edukacyjnej, okryte jest tajemnicą. A dziennikarze ( ci z prasy codziennej, polujący na „news'y", bo ja nie byłem tym zainteresowany) mieli swoje „pięć minut" z Panią Minister. Tak relacjonował to, specjalizujący się w tematach oświatowych, redaktor łódzkiego dodatku „Gazety Wyborczej": „Dziennikarze pytali m.in.: - o posyłanie do szkół sześciolatków (Hall: przez trzy lata rodzice będą mieć wybór - posłać dziecko w wieku sześciu lat czy siedmiu"), - mundurki (od września prawdopodobnie to szkoły będą decydować, czy uczniowie mają je nosić), - podwyżki dla nauczycieli (ich pensje mają rosnąć, zwłaszcza młodych) i - słynne zadanie 32. - Znamy już skalę problemu. Teraz czekamy na sposób oceniania prac tych uczniów zaproponowany przez Centralną Komisję Egzaminacyjną - powiedziała Hall. [...]Z urzędu pojechała (Hall) na Piotrkowską do Instytutu Europejskiego, gdzie przedstawiła zmiany w systemie edukacji zaplanowane na lata 2009-2015. Słuchali jej m.in. politycy PO, prezydent (Łodzi) Jerzy Kropiwnicki, samorządowcy, dyrektorzy szkół i nauczyciele..." Ale cała notatka została zatytułowana „Minister Hall hycnęła nauczycielom", bo rozpoczynała się od relacji sprzed budynku, w którym odbywała się debata. Tak opisuje to redaktor Markowski: „Przed Instytutem Europejskim na Katarzynę Hall czekali nauczyciele z ZNP. - Przy głównym wejściu zatrzymała się pani wojewoda. Zajęła naszą uwagę, a w tym czasie samochód rządowy wjechał w sąsiednią bramę i pani Hall weszła do budynku tylnymi drzwiami. Hyc i tyle ją widzieliśmy - opowiadała jedna z nauczycielek zwijając związkowy sztandar." Co działo się dalej za zamkniętymi drzwiami wiem tylko „z przecieków". Że mowę wstępną wygłosiła pani wojewoda łódzki Jolanta Chełmińska, która powitała Panią Minister, różne inne Ważne Osoby, ale nie zauważyła prezydenta miasta Łodzi! Właściwie - nie ma sprawy, to tylko wójt i starosta, choć w jednej osobie! Że zaraz po tym nastąpił „gwóźdź programu" - monodram Pani Minister. Jedenasta edycja tego spektaklu jednego aktora. Okrągłe zdania, wypowiadane głosem osoby pewnej siebie, i powszechnie już znane argumenty „za" proponowaną reformą programową. Gdy przygotowana na tę okoliczność prelekcja dobiegła końca, organizatorzy ogłosili, że przyszła pora na pracę w zespołach. Nazwano ten etap spotkania, nie wiadomo czemu, „panelami". [Panel - publiczna dyskusja na określony temat prowadzona przez specjalistów z różnych dziedzin, w celu przedstawienia odmiennych punktów widzenia.] I w tym momencie wystąpił niespodziewany zgrzyt w sprawnie dotąd funkcjonującym mechanizmie „konsultacji". Jeden z uczestników zgłosił zamiar zadania pytania Pani Minister. Bardzo szybko został wyprowadzony z błędnego przekonania, że spotkanie to ma służyć swobodnej wymianie poglądów między Władzą a Narodem! Dowiedział się, że Pani Minister ustosunkuje się do zgłaszanych wniosków w trzeciej części spotkania, po owych „panelach". Nie jestem w stanie zrelacjonować przebiegu, toczących się wszak symultanicznie, spotkań. Z posiadanych przeze mnie fragmentarycznych informacji jawi się obraz w dużym stopniu chaotycznych wystąpień osób, które wygłaszały opinie, dzieliły się swoimi obawami, rzadziej wysuwały swoje propozycje. Wszystko to miało przybrać postać wniosków, które prowadzący owe spotkania mieli uporządkować i odczytać w trzeciej części debaty. Mówią, że co człowiek to styl. Faktycznie - w zależności od typu osobowości referenta zgromadzeni byli świadkami całkowicie nieporównywalnych wystąpień. Jako pierwsza przedstawiała wnioski ze swojego „panelu" koleżanka Liliana S. Podjęła ona próbę zrekapitulowania poglądów i postulatów, rzeczywiście prezentowanych w dyskusji o reformie w gimnazjach i szkołach pogimnazjalnych. Ale po kilku minutach poddała się (czas naglił) i z rozbrajającą szczerością oświadczyła, że udało się jej przekazać może z 20% informacji. Ale obiecała solennie, że przy udziale pani wizytator Joanny K. porządnie zredagowane wnioski dotrą na pewno do Pani Minister. Zupełnie inaczej zabrzmiała relacja o dorobku sekcji pracującej nad problematyką edukacji wczesnoszkolnej. Kierująca jej pracami Maria J. odczytała cichym, acz stanowczym głosem, punkt po punkcie, tezy wniosków kierowanych do autorów reformy. Można było odnieść wrażenie, że pisał to jakiś logik o matematycznym umyśle... Podczas tego wystąpienia w sali panowała cisza, jak makiem zasiał... Ukoronowaniem całej debaty było jednak wystąpienie szefa panelu, który miał pracować nad zagadnieniami doskonalenia nauczycieli i doradztwa metodycznego jako ogniwa wspierającego planowaną reformę. Skądinąd wiem, że uczestnikami jego byli głównie przedstawiciele samorządów - organów prowadzących. Bo też gdzie taki wójt czy burmistrz miałby się zgłosić - wszak na dydaktyce się nie zna! Jak przebiegła tam burza mózgów nie wiem. Ale to co odczytał zgromadzonym przewodniczący owej wymianie myśli, znany w Łodzi (i nie tylko) dyrektor jednej z placówek doskonalenia nauczycieli Janusz M., powaliło chyba wszystkich. Byli zapewne i tacy, którzy po raz pierwszy w życiu słyszeli taki język. Hermetyczny, żeby nie powiedzieć żargon specjalisty, w uporządkowany w system pytań-matryc myślowych sposób prezentujący poglądy... no właśnie - czyje? Po kilku minutach po sali poszedł szept: „Rany Boskie! I to naprawdę wszystko oni sami wymyślili?" No cóż. Parafrazując starą zasadę „ czyja władza - tego religia", można przyjąć, że czyja redakcja tego język i poglądy... Potem było jeszcze , oczywiście, sumujące wystąpienia Pani Minister, w którym, jak sama zastrzegła, ustosunkowywała się jedynie do tych problemów, które zdążyła zanotować. I tak skończyła się owa wojewódzka debata o edukacji. Zgodnie z zamierzeniem jej inicjatorki debata ta miała dwa cele: pierwszym było zapoznanie lokalnych środowisk oświatowych z głównymi założeniami projektowanej reformy programowej, ale drugim miało być poznanie zdania środowisk oświatowych i samorządowych na temat proponowanych zmian. Czy dla pierwszego z nich warto było podejmować takie trudy organizacyjne? Wszak każdy może o reformie przeczytać w Internecie. Wydaje się, że ten drugi cel był ze wszech miar najważniejszy! Tylko czy udało się go osiągnąć? Wszystko na to wskazuje, że jeśli w ogóle, to w bardzo ograniczonym stopniu. Czy można poznać zdania środowisk oświatowych, jeśli organizuje się spotkanie w niemal konspiracyjny sposób? Gdy nie mogą w nim uczestniczyć osoby autentycznie zainteresowane, i zaangażowane w problem? Gdy uniemożliwia się transparentność całego wydarzenia nie dopuszczając dziennikarzy? Gdy nie pozwala się na zadawanie pytań „z sali",? Gdy dyskusje, rzekomo panelowe, takimi de facto nie są, bo stanowią co najwyżej pretekst do zredagowania kilkudziesięciu, często przypadkowych, ale generalnie utwierdzających władzę w jej planach, wniosków? Włodzisław Kuzitowicz P.S. Łódź to nie Szczecin. Pani Wiesława Zewald to nie Pan Artur Gałęski - Zachodniopomorski Kurator Oświaty. On nie widział przeszkód w upublicznieniu na stronie www swego kuratorium sprawozdania z przebiegu analogicznej debaty. W Łodzi do dzisiaj (10 czerwca) nie miałem możliwości zapoznania się z ostateczną redakcją wniosków z opisanej wyżej debaty. Dzwoniłem do sekretariatu kuratora... Nie mogę z panią kurator rozmawiać, jest zajęta. Mam zadzwonić później. Dzwonię. Dowiaduję się, że mam zadzwonić do pani wizytator K..... (Dalej - jak wyżej...) Posłałem później do pani kurator dwa maile... Jak dotąd brak reakcji. Nadal są to informacje ściśle tajne... |