Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Piątek, 18 maja 2012 r. 139 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Recenzje | Konferencje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
centrum konferencyjno widowiskowe Lutnia
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Impresje Małgorzaty
 Polecamy
 Publikacje
 Relacje praktyków
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Bibliografie
 Recenzje
 Konferencje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Publikacje > Survivalowe rozmyślania


Wielka Przygoda często zaczyna się właśnie tak... od potrzeby przeżycia siebie samego jako pana sytuacji, herosa, odkrywcy.

 

CO SKŁADA SIĘ NA SURVIVAL?

Nie zastanawiaj się długo, proszę. Odpowiedź ukryta jest w owym bajecznym zestawieniu JA-ŚWIAT. Tu przecież wszystko się odbywa. W zestawieniu przedstawionym wyżej widocznych jest nieco elementów w rodzaju: miejsce i czas, cel i sprzęt. Są także uczestnicy.

 

Miejsce i czas trwają odwiecznie. „Nie było na - był las. Nie będzie nas - będzie las..." Natura, czyli ŚWIAT, rządzi się swoimi, także odwiecznymi prawami i nawet nie śmiem myśleć o tym, aby w nim grzebać. Jedyne co mogę, to wymyślić sposoby, aby do natury się przytulić, uzyskać jej łaskę i przetrwać. Zatem owe sposoby wymyślam, znajduję sobie dogodne techniki, dostosowuję narzędzia i ćwiczę. Ćwiczę z nadzieją, że oswoję naturę.

 

Jestem uczestnikiem imprezy zwanej „oswajaniem natury". Jednocześnie JA okazuję się być tym elementem układu, na który ja mam jakiś wpływ. I w całym procesie oswajania natury odbywa się naprawdę proces oswajania mnie...

 

Najpierw powiedzmy sobie szczerze, jak to się stało, że napisałem książkę o survivalu zwanym sztuką przetrwania.

 

Może będziesz tym zawiedziony, ale w ogóle nie troszczę się o to, czym się w życiu będziesz zajmować. Nie znaczy to, że jesteś mi obojętny. Najzwyczajniej uważam, że sam sobie poradzisz ze znalezieniem sobie takiej dziedziny, jaka cię zainteresuje. Troszczę się natomiast o to, czy będziesz w życiu człowiekiem zaradnym. Myślę o tym, czy będziesz bierny czy aktywny, odpowiedzialny czy lekkoduch, czy... będziesz bohaterem swego życia, czy jego ofiarą...

 

Troszczę się o to ze zwykłego egoizmu. Wolę, aby było tak, że kiedy się przypadkiem spotkamy, okażesz się człowiekiem radzącym sobie w życiu, mądrym i odpowiedzialnym, że nie będę się z tobą męczył, i że - kiedy byłaby tego potrzeba - pomożesz mi w opałach.

 

Mam nadzieję, że będę patrzył na ciebie z dumą, bo będziesz niepodobny do większości ludzi, wiecznie głupawo niezaradnych, beztroskich, luzackich, nie rozumiejących, że życiowe przypadki „to nie są ćwiczenia". Spodziewam się, że będziesz się różnił od ludzi, którzy po skończeniu podstawówki zapominają wszelkie podstawy wiedzy i mają niemal zerową wyobraźnię.

 

Mam też nadzieję, że będziesz różnił się od ludzi, którzy uważają, że tylko ich sposób na życie jest właściwy, a inni są głupi, albo niczego nie rozumieją albo ulegli jakimś omamom.

 

Kiedy miałem 14 lat, byłem przeciętnym, ruchliwym i w miarę bystrym chłopcem. Wróciłem wówczas z zimowiska, na które wysłali mnie rodzice. Już podczas powrotnej podróży z zimowisk kasłałem - ot, zwykłe przeziębienie. Wszyscy tak myśleli. Osłabiony organizm został zaatakowany przez gronkowca złocistego. To bardzo zjadliwa bestia, choć ma imponującą nazwę. I tak właśnie trafiłem do szpitala z zapaleniem serca. Wciąż noszę w sobie pamięć rozmowy moich rodziców z lekarzem - podsłuchałem. Lekarz bez ogródek oznajmił, że mam przed sobą... dwa tygodnie życia.

 

Kiedy jest się czternastolatkiem, nie myśli się nadto poważnie o swoim losie. Wizja rychłej śmierci była przeze mnie zrozumiała, ale myślałem o niej jak o opowiedzianej o mnie bajce. Tymczasem jednak leżałem w szpitalu i byłem niewyrośniętym, drobnym chłopaczkiem z chorym sercem leżącym na oddziale dla dorosłych.

Czy myślisz, że tęskniłem do domu? Tak, oczywiście.

Czy myślisz, że brakowało mi kolegów? Zgadza się i łatwo to zrozumieć.

 

Jednego nie wiesz - codziennie witałem się ze śmiercią. To wcale nie było codzienne spotykanie mojej śmierci, lecz każdego dnia oglądałem wózek pchany przez sanitariuszy w kierunku windy, zaś na nim leżał człowiek z twarzą zasłoniętą prześcieradłem. Z niektórymi z tych wywożonych ludzi grałem poprzedniego dnia w „tysiąca" albo dzieliłem się opowiadaniem dowcipów...

 

Leżałem w szpitalu równiutko 50 dni. Dwutygodniowy okres dzielący mnie od wyroku losu zniknął w niepamięci, lecz pojawił się zupełnie nowy problem. Miałem odtąd już być człowiekiem, który wchodząc na pierwsze piętro dwukrotnie musi odpocząć. Lekarz zabronił wszelkiego wysiłku, zaś rzeczywistość pokazała, że i tak nie byłem do niego zdolny. Zmieniła się też moja psychika. Pamiętałem twarze ludzi, którzy uśmiechali się do mnie z sąsiedniego łóżka, a potem odprowadzałem wózek z ich ciałem jadący ku windzie. Teraz te twarze - ukazując się w moich wspomnieniach - kazały mi przetrwać, przetrwać w postaci zdrowego i ruchliwego nastolatka. Przestałem zatrzymywać się na każdym półpiętrze, zacząłem wbiegać po schodach. Do tej pory nie potrafię po nich powoli chodzić.

 

 

Być może w taki sposób nabyłem spokojnego dystansu do zdarzeń, które wśród wielu ludzi budzą tajony lęk. Większość spośród nich pozbywa się ze swego myślenia wszystkiego, co mogłoby przysparzać ich o ból głowy - wolą przecież żyć beztrosko i na luzie. Nie zastanawiają się nad prawdziwością dalekowschodniego przysłowia „Nie myśl, że powtarzanie, iż nie ma smoka, wyciszy jego ryk nad górami".

• Czy nie miewasz złowrogiej wizji, że nagle zostaniesz sam, bezradny?

• Czy nie czujesz osaczenia przez wszystkie sprawy, którym nie możesz poradzić?

• Czy nie przeraża cię mieszkanie na odludziu, bez elektryczności, bez bieżącej wody, bez łazienki i ubikacji?

• Czy nie czujesz oporu przed pozostaniem samemu w lesie nocą?

• Czy należy do rzeczy niemożliwych zabłądzenie zimą w górach, kiedy groźbę niesie nie tyle konieczność spędzenia nocy poza domem, co zabijające zimno? Dla niektórych już noc poza domostwem jest czymś strasznym.

• Czy tak trudno wyobrazić sobie pożar, w środku którego się znalazłeś?

• Czy oczy wyobraźni nie są w stanie pokazać ci, że jesteś uwięziony we wraku rozbitego samochodu?

• Czy zaczepienie czy napaść przez pijanych bandziorów nie wzbudza w tobie lęku?

• Czy sądzisz, że lekko zniesiesz nocne spotkanie z agresywnymi mieszkańcami Katanii?

• Czy wykluczasz zdarzenie, że zawieruszysz się kiedyś w amazońskiej puszczy, bez przewodnika i bez sprzętu?

• Czy uważasz, że w czasie twoich podróży po świecie, nie może zdarzyć się porwanie dla okupu przez jakieś zbuntowane plemię?

 

Lęk najczęściej budzi naszego najgorszego wroga - panikę.

 

Panika zaś jest to... zapomnienie kim się jest, całkowite poddanie się strachowi, mechaniczne działanie, zatracenie kontroli nad całym sobą. Czasem wydaje mi się, że panika jest mimowolną zdradą samego siebie. Czy nigdy nic takiego ci się nie przytrafiło? Czy nigdy nie stałeś bezradny... czekając na ratunek? Dokonaj analizy tych wszystkich czynników, które zwykle decydują o tym, czy zadziałasz skutecznie, czy też będziesz jak sparaliżowany... i to nieraz już przez całe swoje dalsze życie.

 

Jak zatem będziesz postępował - będziesz przerażony płakał ukryty przed innymi?

Będziesz się miotał w panice?

Będziesz oskarżał innych o nieudolność i - nic nie robiąc - „pójdziesz na dno wraz z okrętem"?

Rzucisz się szaleńczo do dzieła, którego nie znasz i nie rozumiesz, by stracić wszystkie siły wcześniej niż inni?

Zaimponujesz wszystkim opanowaniem i rozsądkiem, pociągniesz innych za sobą świecąc przykładem?

Uratujesz siebie i innych?

 

Takie oto zagrożenia można spotkać tu, u nas, w Polsce:

• zabłądzenie i samotność

• poczucie bezradności wobec kłopotów

• brak wody

• brak żywności

• odcięcie od świata (powódź, zawał, wpadnięcie do dołu)

• doskwierające gorąco i zimno

• wypadek drogowy

• utknięcie w zaspie

• porwanie przez lawinę

• porwanie przez wodę

• tonięcie

• wessanie przez bagno

• załamanie się lodu, wpadnięcie do przerębli

• wpadnięcie do studni lub szamba

• utknięcie na skale, brak zejścia z góry

• utknięcie w szczelinie jaskini

• porwanie dla okupu

• szantaż

• realna groźba ze strony innych ludzi

• prześladowanie

• pogryzienie przez psa

• skaleczenie przez maszynę w ruchu

• połknięcie środka trującego

• zjedzenie muchomora sromotnikowego lub innego nieciekawego grzyba

• spadnięcie z drabiny

• poparzenie wrzątkiem

• skręcenie, złamanie nogi (i innych części ciała)

• inne podobne

 

Czy nigdy nic z tych rzeczy ci się nie przytrafiło? Czy nigdy nie stałeś bezradny czekając na ratunek? Dokonaj więc analizy tych wszystkich czynników, które decydują, czy zadziałasz skutecznie, czy też będziesz jak sparaliżowany... i to nieraz już przez całe swoje życie.

 

Zacznij obserwować. Przyjrzyj się ludzkim grupom w momentach tak zwanego „dziania się". Jesteśmy chyba w sumie bliscy pieskom preriowym - widziałeś kiedyś na filmie ich kolonię? - najpierw stajemy w pionie i wystawiamy wszystkie czujniki, by określić, czy istnieje niebezpieczeństwo, a więc czy powinniśmy walczyć, kryć się lub uciekać, czy też możemy nadal być zajęci swoimi sprawami..

 

Dla człowieka zbiór niebezpieczeństw oraz skala związanych z nimi zagrożeń są znacznie bogatsze niż w wypadku piesków preriowych. Założę się, że sam nie raz toczyłeś boje o swoje wartości: miejsce przy oknie w przedziale kolejowym, prawo do wypowiedzenia swego zdania, oddawanie ci z powrotem pożyczonych pieniędzy, czy „święty spokój", gdy chcesz odpocząć. Pozycja społeczna, prawa osobiste, posiadane dobra, wygoda i spokój - są to obszary twego jestestwa również podlegające zagrożeniom. Prócz tego zagrożone mogą być twoje życie, zdrowie i kompletność twego ciała, twoje poczucie bezpieczeństwa osobistego.

 

W momencie, gdy natężenie dźwięków w otoczeniu, szybkość poruszania się obiektów, zapach wdychanego powietrza, utrzymywanie pionowej postawy ciała przez innych ludzi odbiegają od normy, ty zatrzymujesz się, twoja dusza staje słupka i rozgląda się, co tu jest elementem zagrożenia. W mózgu masz zakodowane obrazy niebezpieczeństw (to jest parzący ogień, to jest zachłystująca woda, a to jest walący się ciężar, to jest człowiek agresywny...), zaś mózg błyskawicznie dokonuje porównań i umie poradzić sobie z określeniem, w jakim stopniu to, co widzi (słyszy, czuje), jest podobne do tego, co wie. Jeśli niepokojący człowieka obiekt jest mu nieznany, a z jakiegoś powodu ma w sobie elementy (wyglądu czy zachowań) sugerujące niebezpieczeństwo człowiek podświadomie podejmuje decyzję o dalszym rozpoznaniu bądź szybkim odwrocie. Przynajmniej tak być powinno.

 

Tymczasem człowiek podlega kilku jeszcze prawidłowościom zawartym w jego psychice. Ocena sytuacji może być obarczona błędem. Wynikać to może z błędnego spostrzegania i/lub błędnego rozpoznania. Może wynikać z braku wiedzy o istnieniu zagrożenia i/lub wadliwego ocenienia własnej odporności na nie. Bardzo pewne jest pojawienie się świadomego narażenia się na niebezpieczeństwo z powodu uległości społecznej, a więc wpływowi obecności innych osób, przed którymi człowiek będzie wstydził się swego tchórzostwa, przed którymi zechce popisać się swą brawurą lub po prostu... postąpi tak, jak inni (zjawisko facylitacji). Ostatni przykład ma znaczenie o tyle istotne, że zapatrzenie się na to, co robią inni, może wymóc na człowieku przekonanie, że niebezpieczeństwa... w ogóle nie ma.

 

I tak powróćmy do przyglądania się ludzkim działaniom. Przedstaw sobie zdarzenie polegające na tym, że w pobliżu nastąpił wybuch. Odruchem każdego człowieka jest zaspokojenie ciekawości, a więc wyjrzenie za okno, rozejrzenie się wokół, podzielenie się swym niepokojem z kimś stojącym obok. I co dalej? Jeżeli będziesz stał blisko i będziesz widział szczegóły, jeśli będziesz widział ofiary w ludziach, być może pospieszysz na ratunek. Im większe nieszczęście, tym więcej ludzi ruszy z pomocą, zwłaszcza, gdy będzie ich niewielu opodal. Tak samo będzie, gdy usłyszysz odgłos miażdżonej blachy podczas zderzenia samochodów.

 

Biada, jeśli wydarzenie ma wielu widzów, z których każdy uzna siebie z mniej kompetentnego w udzielaniu pomocy od innych, powie sobie w duszy „dlaczego to ja mam pomagać?", uzna, że nie ma czasu, bo w końcu i tak ktoś coś zrobi... Tak objawia się rozdzielenie się odpowiedzialności między ludźmi. Im więcej ich jest, tym mniejsza cząstka odpowiedzialności za losy obserwowanego wypadku spoczywa na jednostce.

 

DLACZEGO SURVIVAL?

Coś się dzieje z psychiką człowieka. Od wielu już lat.

Bazując na obserwacji losów człowieka jako gatunku, jako społeczności i jako indywiduum.

 

Bo każdy z nas będąc indywidualnością podlega wpływom swego obecnego przebywania w społeczności. Każdy z nas ulega też temu, co ongiś natura postanowiła uczynić z naszą biologiczną strukturą. Każdy z nas zderza się też z tym, co się dzieje z naturą na skutek... ludzkiej działalności.

 

Zawsze towarzyszyło temu synchroniczne rozrastanie się jakości i ilości zagrożeń. Od momentu rozpoczęcia się „rewolucji technicznej" krzywa rozwoju technicznego biegnie równolegle z krzywą zagrożeń, ta zaś wspina się stromo. Ba, człowiek pozostaje nadal kruchą istotą, zgodnie z tym, jak tego chciała natura, umieszczoną gdzieś nisko na umownym wykresie.

 

Dzieje się coś z międzyludzkimi powiązaniami - wszystko dzieje się „w przelocie". Zaprzyjaźniamy się nieomal natychmiast i równie szybko o przyjaciołach zapominamy. Przestaliśmy pisywać do siebie długie i mądre listy, wysyłamy krótkie i często głupawe e-maile lub sms-y, nasze rozmowy uległy spłyceniu, więc nawet słownictwo zubożało a zdania stały się grepsami. Pożądamy wrażeń zaraz, natychmiast, gwałtownie, z adrenaliną. Świat się zmienia coraz prędzej. Może jest to i fascynujące, ale na końcu wielu szalonych przyspieszeń jest ostateczne BUM...

 

Sądzę jednak, że koniecznością jest żyć świadomie. Że wzruszanie ramion powinno się pozostawić nierozważnym i głupim. Że powinno się dążyć do duchowej przynależności do Klanu Przetrwania, w którym liczy się nie tylko moje ja i to, co moje, ale też każdy ludzki osobnik, ludzki gatunek, ale też każde zwierzę, drzewo, źródło, ale też każdy oddech...

 

Tymczasem zagrożenia cywilizacyjne zaczynają górować nad naturalnymi. Istnieje ogromna rozpiętość między poziomem technologicznym osiągniętym przez rodzaj ludzki, a jego biologicznymi możliwościami. Powinno się to wyraźnie zaznaczyć: nasze wytwory przerastają nas znacznie. Jesteśmy delikatnymi karłami kierującymi stadem smoków buchających ogniem. Te smoki kiedyś wyrwą się spod naszej kontroli i wcale nie musi to polegać na buncie robotów. Apokaliptyczne wizje tego rodzaju pojawiły się wielokrotnie w literaturze, a wspomnę tylko najwybitniejszych twórców, czyli pierwszego wizjonera spodziewającego się w przyszłości buntu robotów, Karela Čapka (R.U.R. z 1920 roku) i Stanisława Lema (w zasadzie prawie cała twórczość). Ten drugi twórca i myśliciel miał okazję przyglądać się okresowi, w którym nastąpiła eksplozja cywilizacyjno-technologiczna, a w następstwie wszelkie przemiany w ludzkim widzeniu świata. Niestety, ostre, wyraziste patrzenie przysparza wiele bólu temu, kto ma duszę futurologa, a więc potrafi wnioskować o przyszłości naszego gatunku.

 

Badacze zakładają również możliwość zaistnienia groźby takich zakłóceń pola magnetycznego Ziemi, że wszelkie zastosowania energii zależnej od tego pola będzie niemożliwe. Co w związku z tym niechybnie cię spotka?

 

Utracisz możliwość posłuchania swojego ulubionego nagrania z dowolnego odtwarzacza. Szybko też zauważysz, że telekomunikacja przestanie istnieć, że w związku z tym niemożliwe będzie wezwanie zespołów ratunkowych, by udzieliły pomocy wszystkim, którzy utkwili w windach, ulegli wypadkowi, gdy rozpędzony pociąg nie zmienił toru, gdyż sterowane elektrycznością zwrotnice nie zadziałały...

 

Pompy przestaną tłoczyć wodę do twego kranu. Zgasną światła na sali operacyjnej. Zatną się wszelkie urządzenia...

 

Pozostaniesz sam. Każdy człowiek pozostanie sam, otoczony okaleczałą i sparaliżowaną techniką...

 

Jak jest z tobą samym? Może trzyma cię w szponach powaga posiadania super-komputera albo drogiego garnituru? Może jesteś wyznawcą poglądu, że techniczna pomysłowość człowieka zaradzi każdym kłopotom i nie ma co się lękać? Może nie dostrzegasz czających się w tobie i dookoła ciebie niebezpieczeństw, żyjesz jak naiwna mysz w świecie kotów i pułapek...?

 

Bezradność jest przygnębiającą i niebezpieczną rzeczą. Jak często czujesz się bezradny wobec całej rzeczywistości i wobec spraw drobnych? Co czujesz, kiedy jesteś bezradny?

 

Bezradność czyni nas nieszczęśliwymi, zakompleksionymi, znerwicowanymi i mającymi wrzody na żołądku. Uciekają nam ważne sprawy, umykają okazje, tracimy nasze szanse. Gonimy za czymś, czego nie spodziewamy się dogonić i nie dogonimy, bo i tak nie wierzymy, że to się uda. Tak jest, prawda? Sytuacja staje się dramatyczna, a nawet tragiczna, jeśli akurat to, czego opanowanie wymyka nam się z rąk, jest akurat żywotną sprawą. Żywotną w pełnym znaczeniu tego słowa. Tu właśnie zaczyna się walka o przetrwanie, o przeżycie.

 

Pomyśl, że kiedy podsumujesz te wszystkie chwile, gdy czułeś się poniżony przez własną bezradność, gdy czułeś się nieszczęśliwy przez swoją bezradność, okaże się, że opłacalne jest zacząć robić coś, co wyzwoli cię od bycia bezradnym. Tym czymś jest survival, i to wtedy, gdy przedstawia nam się jako coś więcej, niż tylko sport, za jaki bywa czasem uznawany...

 

Wielka Przygoda często zaczyna się właśnie tak... od potrzeby przeżycia siebie samego jako pana sytuacji, herosa, odkrywcy. Jest ona silnym napędem dla zdobycia nowej wiedzy. Polega na zabawowym przeżywaniu czegoś, co ja nazywam „małymi katastrofami". Można przecież pobawić się w trzęsienie ziemi, głód, wypadek drogowy, samotność i bezdomność - nikt nie wie przecież z czym się spotka kiedyś w życiu. Można dążyć do poznania własnych możliwości, można pragnąć utwierdzenia w przekonaniu, że jest się człowiekiem wytrzymałym i dzielnym, można szukać radości sportu, najnormalniejszego sportu, w którym drugim graczem i jednocześnie partnerem jest przyroda.

 

Ja też to robię, gdyż uważam, że survival to modus vivendi, sposób życia.

 

Pomyśl więc, że jest to odpowiednia pora, by zacząć trenować w sobie nową odporność i nowe zdolności. Czas na survival. Mały człowiek poznaje sztuczki stosowane przez życie nie tylko wtedy, gdy siedzi grzecznie na lekcji w klasie, a i dorosły człowiek też jeszcze czegoś może się nauczyć. Najlepiej jest, jeśli dzieje się to w warunkach sztucznych, zabawowych, sportowych, kiedy to wszystko kończy się zmrużeniem oka: „Przecież to tylko zabawa - przetrwałeś!"

 

Przyjrzyj się teraz uważnie słowom, które piszę do ciebie:

• Pamiętasz, jak biegałeś po podwórku i każdy zakątek był dla ciebie Nieznanym Światem?

• Pamiętasz, jakie miałeś przygody?

• Pamiętasz te zabawy na trzepaku albo na drzewie?

• Pamiętasz siebie szczęśliwego, zdyszanego, z błyskiem w oczach?

 

A teraz co? Stałeś się za poważny do takich zabaw? Wyrzekłeś się siebie, uważasz, że nie wypada, bo masz już 15, 20 albo 50 lat?

• Nie ma w tobie żadnej tęsknoty za beztroską i nieskrępowaniem?

• Może wpadłeś w sidła braku wyobraźni i już żadna przygoda ci się nie przytrafi?

• Może pogoda ducha i swoboda mają do ciebie dostęp tylko wtedy, kiedy napijesz się alkoholu albo znajdziesz dla siebie jakiś narkotyk?

• Może swoje lęki i niemożności pokrywasz nieustannym świrowaniem?

 

Pragnienie odkrycia samego siebie bywa cudownym motorem dla otwarcia swej duszy na resztę świata. Czy więc nie pomyślisz o sobie samym?

Mam dla ciebie nowy Nieznany Świat...

 

CO TRZEBA WIEDZIEĆ O SOBIE?

 

Zastanów się nad zadanymi niżej pytaniami. Nie wszystkie są one sformułowane w zasadzie jako zdania pytające, nie mają odpowiedniego znaku na końcu, ale wierz mi, że wartościowi ludzie zawsze stają naprzeciw takich kwestii.

Choćby takie pytanie: czy chcę przeżyć ciekawie życie? Zobacz sam...

Chcę...

... przeżyć ciekawie życie ...

... przebywać z innymi ludźmi...

... być szczęśliwym człowiekiem i dobrze radzić sobie z problemami ...

Wiem...

... o zależnościach między wszystkimi elementami świata, więc próbuję dopasować się do reguł życia ...

... na czym polegają relacje z innymi ludźmi, więc nie wymagam od nich więcej niż to jest możliwe ...

... że jestem skomplikowaną i niepowtarzalną istotą, więc staram się poznać siebie, swoje emocje, zainteresowania i możliwości, dostrzegać swoje pozytywne i negatywne cechy ...

i umiem...

... podejmować trafne decyzje, gdy są one w moim zasięgu i unikać brania się bez istotnego powodu za sprawy, na których się kompletnie nie znam ...

... podejmować zadania i wyzwania wynikające z różnych ról społecznych, które pełnię ...

... dążyć do osiągnięcia pięknych celów, a zarazem zrezygnować z pokus życia szkodliwych dla mnie ...

Mogę...

... wypełniać rzetelnie swoje obowiązki i żyć celowo, czując sens życia i nie przeżywając załamań w przypadku złych zdarzeń losowych.

... być dla innych potrzebnym, a więc być wartościowym człowiekiem. Mogę...

... wszystko!

Czy powyższe punkty są wstanie poruszyć twoją wyobraźnię?

 

Czy jesteś w stanie poczuć na grzbiecie dreszcz, że oto właśnie przyszła ta chwila, kiedy zaczynasz odkrywać siebie, a więc Samą Najbliższą Prawdę?

 

Bo prawdę powiedziawszy można sobie zadać w związku z tym mnóstwo pytań:

• Czy ciekawe życie oznacza „przeżywanie co chwila dreszczy przygody"?

• Czy ciekawe życie jest bardziej wartościowe od mądrego życia?

• Czy mądre życie oznacza „nudne życie"?

• Czy przebywanie z innymi ludźmi oznacza, że... wszystko jedno z jakimi?

• Czy to ważne, że chce się przebywać tylko wśród takich, od których coś się ma, a nie chce się wśród takich, którym trzeba samemu coś dawać?

• Czy bycie szczęśliwym oznacza bycie ubzdryngolonym od rana do wieczora?

• Czy narkotyki są „szkodliwe" tylko dla innych, ale nie dla mnie?

• Czy „piękny cel", to dać komuś w mordę?

• Czy to prawda, że „tylko głupi jest zawsze szczęśliwy"?

• Czy radzenie sobie z problemami polega na tym, że bierze się młotek i...?

• Czy radzenie sobie z problemami polega na tym, że woła się „Mamo...!"?

• Czy jestem w stanie narazić swoje zdrowie lub życie, by ratować kogoś innego?

• Czy stać mnie na przeciwstawienie się komuś agresywnemu i silnemu, by uratować katowane zwierzę?

• Czy wiedza o zależnościach w świecie oznacza, że muszę się dopasować i wobec tego dążyć do posiadania stada służących?

• A może polega na tym, że zawsze będę czyjąś ofiarą?

• Czy „wymaganie od innych ludzi" wiąże się z „wymaganiem od siebie"?

• Czy „niewymaganie od innych za wiele" oznacza, że muszę pogodzić się z chamstwem?

• Czy skoro JA, to - nie ONI?

• Czy trafne decyzje, to takie, które przede wszystkim chronią mój tyłek?

• Czy lepiej na niczym się nie znać, bo inni mnie zmuszą do tego, że trzeba się będzie za to brać?

• Czy role społeczne, które pełnię, to „samolub", „prostak", „ćwok", „arogant"?

• A może „książę", „idol", „boss", „cwaniak"...?

• Czy w ogóle coś mogę?

• Czy jest coś, czego nie mogę?

Myślę, że stać cię na zadanie całego mnóstwa pytań tego rodzaju...

 

Nie wszyscy o tym wiedzą, ale to wszystko, co jest odpowiedzią na nie, decydują również o postępowaniu każdego człowieka, decydują o jego losie i poczuciu szczęśliwości.

 

Dlaczego zadałem te pytania?

Oczywiście, zgadzam się, że można przejść przez życie nie zadając żadnych pytań. Ale czy faktycznie tego chcesz? Kiedy człowiek przestaje zadawać sobie pytania, kończy się jego rozwój, a niektórzy twierdzą, że staje się mumią, zombie, żywym trupem. Coś w tym jest - nieraz zadawałem sobie pytanie, czemu ludzie dorośli tak mało są ciekawi świata, czemu tak mało mają wątpliwości.

 

Wydaje mi się, że te moje rozmyślania pojawiły się za sprawą jakiejś, tkwiącej we mnie, młodzieńczej potrzeby wierzenia w ludzi. Młodzieńcze potrzeby tego typu są ozdrowieńcze, gdy je zacząć wcielać w życie na sposób dojrzały. Młodzieńczość, a nawet dziecięcość, jest niezwykle potrzebna. Jeden z moich znajomych, Włodek bodajże, powiedział mi - cytując kogoś - że gdy spytać dorosłe zgromadzenie: „Kto z państwa ładnie śpiewa?", podniosą się dwie-trzy ręce, a na pytanie: „A kto ładnie rysuje?" - zgłosi się pięć osób. Te same pytania w grupie przedszkolaków uniosą cały las rąk... Czemu? Bo dzieci nie są przytłoczone tym, że muszą koniecznie „coś znaczyć na jakimś polu", bo lubią coś robić, bo wierzą w siebie, bo mają marzenia...

 

Marzenia dorosłych są skurczone. Mają one rozmiary na miarę pensji. Albo kompleksów.

Czy dla takich marzeń warto żyć?

Może natchnieniem będzie taki wiersz:

Czy masz marzenia?

Chłopie powiedz, czy masz marzenia?

Czy ty naprawdę masz marzenia?

Bo jeżeli nie masz marzeń...

Bo jeżeli naprawdę nie masz marzeń,

To nigdy ci się one nie spełnią!

Ale jeżeli masz marzenia,

to powiedz, czy masz je gdy siedzisz

w fotelu przed telewizorem

i patrzysz na piękne samochody?

To nie są marzenia.

To są tylko mrzonki,

Bo prawdziwe marzenia nie dają

Siedzieć w fotelu...

 

Krzysztof J. Kwiatkowski