Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Piątek, 18 maja 2012 r. 139 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Recenzje | Konferencje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
centrum konferencyjno widowiskowe Lutnia
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Impresje Małgorzaty
 Polecamy
 Publikacje
 Relacje praktyków
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Bibliografie
 Recenzje
 Konferencje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Publikacje > W sprawie nadzoru pedagogicznego po nowemu


Od 16 lat pracuję z dyrektorami szkół i dlatego czuję się upoważniona do zabrania głosu na temat projektu rozp. MEN w sprawie nadzoru pedagogicznego

 

Od 16 lat pracuję z dyrektorami szkół, początkowo jako wizytator w Kuratorium Oświaty, później jako konsultant kadry kierowniczej w placówce doskonalenia, dlatego też problemy związane ze sposobem sprawowania przez nich nadzoru pedagogicznego są mi szczególnie bliskie. Czuję się upoważniona do zabrania głosu na temat projektu rozporządzenia MEN w sprawie nadzoru pedagogicznego, który to projekt poddawany jest właśnie tzw. społecznej konsultacji.

 

Dwa ostatnie rozporządzenia dotyczące nadzoru pedagogicznego (pierwsze z 1999 r. i obecnie obowiązujące z 2004 r.) wniosły do pracy szkół, rzec można, rewolucyjne zmiany nie tylko w sposobie sprawowania samego nadzoru pedagogicznego, ale przede wszystkim zmiany o charakterze mentalnościowym, zmiany w pojmowaniu istoty nadzoru pedagogicznego, postrzeganego dotychczas, li tylko i wyłącznie, jako dolegliwą kontrolę. Oba rozporządzenia, przez niektórych określane jako promujące miękki nadzór, wymusiły na szkołach wprowadzenie nowoczesnego sposobu zarządzania, opartego na filozofii TQM E. Deminga, czego konsekwencją jest (wyeliminowane z projektu rozporządzenia) tzw. mierzenie jakości pracy szkoły. Jeśli dyrektor firmy, a szkoła wszak jest firmą, usługową firmą, chce wiedzieć czy jego usługa spotyka się z zadowoleniem klientów (uczniów, rodziców, nauczycieli, pracodawców i in.) powinien stworzyć mechanizmy pozwalające jakość tej usługi badać (w oświacie przyjęliśmy określenie „mierzyć"). Oba przywołane przeze mnie rozporządzenia taki obowiązek na dyrektora szkoły nakładały. Mierzenie jakości, czy raczej badanie jakości jest czymś oczywistym, jeśli wprowadza się zarządzanie jakością do swojej firmy (szkoły). W projekcie rozporządzenia nie pojawia się zadomowiony i uzasadniony z punku widzenia zasad nowoczesnego zarządzania termin „mierzenie jakości".

 

Sposób zarządzania wynikający z filozofii TQM znajduje sprzyjający grunt w edukacji w wielu krajach na całym świecie. W Stanach Zjednoczonych funkcjonuje Centrum Szkół Jakości (ASCD), które zrzesza ponad 200 szkół z USA, Argentyny, Australii, Kanady i krajów Europy. Od 1996 r. nasze szkoły stopniowo włączają się do tego programu. Mam głębokie przekonanie, że jeżeli rozporządzenie zostanie podpisane w tym kształcie, stracimy bezpowrotnie projakościowe myślenie w polskich szkołach, którego naturalną konsekwencją jest rozbudzenie współodpowiedzialności wszystkich związanych z oświatą za to, co dzieje się z uczniem w szkole. Zadaniem szkoły, każdej szkoły, jest rozwój młodego człowieka powierzonego na wiele lat rękom pedagogów. Jako pedagogów rozumiem tutaj nie tylko nauczycieli, którzy mają bezpośredni kontakt z uczniem, ale i kadrę zarządzającą szkołami, organy prowadzące, kuratoria oświaty i wreszcie Ministerstwo Edukacji Narodowej. Od tego, jakie akty prawne skierowane zostaną do szkół, w jaki sposób zarządzane będą szkoły i jak nadzorowane zależy jakość polskiej oświaty, mająca odbicie w każdym młodym człowieku opuszczającym mury szkoły.

 

To prawda, że obowiązujące rozporządzenie dawało możliwość generowania dokumentacji, ale jeśli przyjrzymy się dokładnie jego zapisom to odkryjemy rzecz zaskakującą, że tych dokumentów wcale tak wiele nie było. Wymagano natomiast od szkół, w drodze sprawowane nad nimi nadzoru pedagogicznego, tzw. programów naprawczych (nie wiadomo skąd one się wzięły?), planów mierzenia (5-letni i roczny), organizacji nadzoru pedagogicznego (5-letni i roczny), rozbudowanego raportu do kuratora oświaty w końcu.

 

Bardzo wiele niejasności budził sam zapis o diagnozowaniu pracy szkoły w standardach jakości, będących załącznikiem do rozporządzenia z 2004 r. Rodziło się pytanie - czy diagnozę w 16 standardach miał sporządzać wizytator raz na 5 lat (i to miałoby sens), czy także dyrektor szkoły (co ma niewiele sensu). Jeśli jednak dyrektor szkoły także, to diagnozowanie pracy szkoły w 16 standardach każdego roku czyniło ze szkoły w istocie placówkę badawczą, i wtedy na pracę edukacyjną pozostawało niewiele czasu. Rozłożenie owych 16 standardów do badania w czasie (na ile lat wobec tego?) nie miało większego sensu, ze względu na, właśnie rozłożenie w czasie. Nie widzę tutaj, przy takim założeniu, wpływu wyników badania na podniesienie jakości pracy szkoły i obserwowanie jej rozwoju w badanych standardach, skoro każdy z nich badany jest raz na kilka lat. Raz jeszcze powtórzę, że kompleksowe badanie, czy diagnozowanie pracy szkoły powinno być zadaniem tylko i wyłącznie kuratora oświaty, szkoły z tego obowiązku powinny być zwolnione.

 

Projekt rozporządzenia nie zakłada jakichkolwiek standardów pracy szkoły, mówi się w nim natomiast o wizytacji (powrót do nomenklatury z czasów PRL), która ma być zakończona oceną działalności szkoły lub placówki (§ 1 ust 5 projektu rozporządzenia). Rodzi się tutaj pytanie, - według jakich kryteriów będzie sporządzana owa ocena, czy wracamy znów do przysłowiowego nosa wizytatora?

 

Wielka szkoda, że zaniechano prac nad standardami dla szkół i placówek (prace rozpoczęto na spotkaniu sierpniowym w Warszawie zorganizowanym przez MEN), które jednak ujednolicały wymagania państwa wobec warunków, procesów i efektów działalności edukacyjnej szkół i placówek. Wystarczyło tylko zmodyfikować zapis obecnie obowiązującego rozporządzenia i to zadanie, które było dla szkół prawdziwym wyzwaniem, generującym nadmiernie aktywność nauczycieli i dyrektora, pozostawić w gestii kuratora.

 

W § 3 ust.2 projektu rozporządzenia w brzmieniu „podstawowymi formami działalności diagnostyczno - oceniającej są w szczególności: analiza dokumentacji szkolnej dotyczącej nauczania, wychowania i opieki, hospitacje i wizytacje" projektodawca wyraźnie i jednoznacznie wskazuje na dokumentację jako jedyne źródło informacji o pracy szkoły. Odchodzi się od badań jakościowych na rzecz badań bezkontekstowych, ilościowych. Rola dokumentów niebezpiecznie wzrasta, przy pominięciu lub zmarginalizowaniu wywiadów (rozmów) i obserwacji. Jak zbadać kontekst, w którym przebiegają wszystkie zjawiska w szkole? Na jakiej podstawie wydać uczciwą i rzetelną ocenę szkole, dyrektorowi, nauczycielowi? Wszak papier zniesie każdy zapis, a jeśli przez pryzmat papieru będzie dokonywało się oceny to gwarantuję, że twórczość literacka będzie radosna. Też to już kiedyś przerabialiśmy.

 

Cały § 3 projektu rozporządzenia jest mało spójny, a przez to niezrozumiały. Wielka szkoda, że autorzy zrezygnowali z wielu utrwalonych już w świadomości i praktyce szkolnej i przyjętych do słownika oświatowego określeń. Myślę tu szczególnie o ewaluacji i hospitacji diagnozującej. W § 4 projektu rozporządzenia znajdziemy natomiast bardzo dokładne wytyczne, dotyczące organizacji procesu hospitacyjnego (kto, co, kiedy i tylko brakuje, jak często?).

 

W § 7 ust. 4 pkt 2 projektu obligatoryjnie wprowadza się przedstawienie wniosków z analizy badania osiągnięć edukacyjnych uczniów i wychowanków, mimo że nigdzie w rozporządzeniu, np. przy planowaniu nadzoru, nie wprowadzono obligatoryjności badania osiągnięć. Podobnie wygląda nakaz przedstawienia oceny sytuacji wychowawczej oraz stanu opieki nad uczniami i wychowankami, mimo że wcześniej taka obligatoryjność nie miała miejsca. Ta konieczność wynika z art. 33 ustawy o systemie oświaty, ale z tego artykułu wynikają również inne konieczności, o których rozporządzenie już nie wspomina. Albo należy przepisać wymagania z ustawy do rozporządzenia, albo będzie tak, że dyrektorzy skupią się wyłącznie na badaniu tego, co precyzuje rozporządzenie. Zapomną np. o badaniu stanu i warunków działalności dydaktycznej, wychowawczej i opiekuńczej szkół, placówek i nauczycieli. Można by wyciagnięć wniosek, że w art. 33 ustawy, która jest aktem wyższego rzędu do rozporządzenia, są zapisy ważne i ważniejsze, albo po prostu ważne i mniej ważne. W moim rozumieniu, wszystko, co dzieje się w szkole powinno być najwyższej próby (jakości), bo tylko wtedy mamy gwarancję, że absolwent będzie wyposażony w wiedzę i umiejętności zgodne z jego możliwościami percepcyjnymi. W związku z tym nie ma potrzeby wyszczególniania czegokolwiek.

 

Moje zastrzeżenia budzi także § 10 projektu. Uszczegóławia i doprecyzowuje on art. 35 ust. 5a ustawy o systemie oświaty w brzmieniu „ kurator oświaty oraz organy, o których mowa w ust. 5, mogą zlecać osobom posiadającym odpowiednie kwalifikacje prowadzenie badań i opracowywanie ekspertyz służących ocenie efektywności działalności dydaktycznej, wychowawczej oraz opiekuńczej szkół i placówek". W projekcie rozporządzeniu uprawnioną do tego rodzaju usługi staje się osoba fizyczna (bardzo dokładnie precyzuje się jej wykształcenie i dorobek naukowy), podczas gdy ustawa mówi o osobie, którą można rozumieć także jako osobę prawną. Zapis w projekcie rozporządzenia eliminuje instytuty naukowe, szkoły wyższe i inne organizacje zajmujące się działalnością badawczą w oświacie.

 

Zastanawiam się też, skąd urzędnicy ministerialni będą czerpać wiedzę o jakości edukacji w województwach, skoro nie będzie obowiązku składania przez kuratorów oświaty corocznych „raportów o stanie oświaty w województwie, w tym o jakości pracy szkół i placówek, wraz z wnioskami dotyczącymi tworzenia i realizacji polityki oświatowej w województwie i w państwie".

 

W sierpniu 2006 r. odbyło się w Warszawie zorganizowane przez Ministerstwo Edukacji Narodowej spotkanie zespołu, poświęcone pracom nad zmianami do rozporządzenia w sprawie nadzoru pedagogicznego. Mogę wyrazić żal, że praca zespołu, zakończyła się już po pierwszym spotkaniu, kiedy tak naprawdę dyskusja dopiero się rozpoczęła i można było wnieść do nowego rozporządzenia wiele przemyślanych zmian, porządkujących nadzór pedagogiczny i nadających mu znamiona rzeczywistej użyteczności.

 

Bożena Krężel

Pomorski Ośrodek Badań Edukacyjnych w Gdyni