Strona Główna > Felieton > Wszystkiemu złu w oświacie winni są dyrektorzy szkół!
Zapewne zainteresuje naszych czytelników, w znakomitej swej większości nie mających możliwości śledzenia poznańskich dzienników, wypowiedź pewnego czytelnika tamtejszego dodatku „Gazety Wyborczej", którą, przypuszczam że bez cenzury, zamieściła przed kilkoma dniami ta gazeta. Jest to, zaskakująca swą bezkompromisowością, diagnoza przyczyn kiepskich wyników uczniów z matematyki - w szczególności, a słabości całego polskiego systemu oświaty - w ogólności. Otóż zdaniem owego czytelnika to, że nauczyciele źle uczą, to nie tyle jest wina złego ich kształcenia, ile woluntaryzmu polityki kadrowej dyrektorów szkół. Oto ktoś nareszcie odważył się powiedzieć, że „nowe szaty króla", czyli polska szkoła po reformie z 1999 roku to zbiorowa hipnoza - bo „król jest nagi"! Oto co o tym sądzi ów czytelnik: "Proszę sobie wyobrazić, że po reformie Buzka dyrektor w swej pięcioletniej kadencji ma taką władzę w państwowej szkole jak w prywatnym przedsiębiorstwie. Dlatego obecnie szkoły są miejscami, gdzie zatrudnione są klany i rodziny, wzajemnie za sobą powiązane, a zdolności i kompetencje nauczyciela są na drugim planie.[...] Kiedyś o zatrudnieniu w szkole decydował wydział oświaty, a dziś pan i władca dyrektor. Dlatego roi się od znajomych z tzw. dorabianym wykształceniem po krótkoterminowych podyplomówkach. [...] Wszystko zależy od "układów" z dyrektorem, który praktycznie może wszystko." Diagnoza ta nie jest efektem zakrojonych na szeroką skalę sondażowych badań ilościowych, nie powstała jako owoc najnowszych trendów w metodologii badań jakościowych - badań etnograficznych, jest prawdopodobnie zwerbalizowaniem tak zwanej wiedzy potocznej. Pozostaje niepewność, czy taka „fenomenologia stosowana" pozwala ekstrapolować owe, prawdopodobnie osobiste, obserwacje (lub doświadczenia) autora opublikowanego listu do redakcji. Wiele zależy od tego, ilu czytelników po lekturze owego tekstu ("Dobre stosunki" z dyrektorem - szkolna zmora") dozna swoistej iluminacji i wykrzyknie: „Święte słowa! Przecież tak właśnie jest u nas, w naszej szkole, w naszym mieście!" Interesujące będzie też obserwowanie ewentualnych skutków tej publikacji. Ich brak będzie także wskaźnikiem... Czy podniosą się głosy oburzenia, czy ktoś poczuje się zniesławiony, czy odezwą się rzecznicy prasowi urzędów gminnych, miejskich, powiatowych, może zareagują także nauczycielskie związki zawodowe? A może, po prostu, środowisko nauczycielskie, dyrektorskie, samorządowe uzna, że to jest tylko taki wstydliwy incydent, o którym w porządnym towarzystwie nie wypada mówić? Można wszak udać, że nikt nic nie słyszał, nikt nic nie czuł, nikt atmosfery nie zepsuł... Jak to mawiają - „psy szczekają, karawana idzie dalej"... Włodzisław Kuzitowicz |