Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Piątek, 18 maja 2012 r. 139 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Recenzje | Konferencje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
centrum konferencyjno widowiskowe Lutnia
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Impresje Małgorzaty
 Polecamy
 Publikacje
 Relacje praktyków
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Bibliografie
 Recenzje
 Konferencje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Publikacje > Wyrzucić zgniłe jabłko


czyli pomysł na "niezdyscyplinowanych" uczniów

 

Zacznę od cytatu z komunikatu Ministerstwa Edukacji Narodowej, aby przybliżyć Czytelnikom o czym będzie mowa:

 

„Minister Roman Giertych poinformował, że w resorcie edukacji powstał zespół, który przygotuje program dla szkół o szczególnym nadzorze pedagogicznym dla osób nieprzystosowanych społecznie. Zespół ma za zadanie dokonać przeglądu już funkcjonujących takich szkół i rewizji wszystkich przepisów dotyczących tego typu placówek. Ministerstwo zamierza wprowadzić nowe rozwiązania prawne i edukacyjne, które pozwolą odpowiedzieć na istniejące wyzwania, jak na przykład brak dyscypliny. Chodzi o to, by zdyscyplinować tych, którzy posuwają się do poniżania nauczycieli i nie pozwalają innym korzystać z prawa do spokojnej nauki. Zespół ma w przeciągu 2-3 tygodni przedstawić propozycje zmian ustawowych. Są one konieczne, gdyż obowiązujące przepisy są niespójne jak np. prawo oświatowe z prawem o przeciwdziałaniu patologii wśród młodzieży. Minister Roman Giertych zaprosił wszystkich do publicznej dyskusji w tej sprawie, która - powiedział - budzi wiele kontrowersji, ale jak podkreślił została już szeroko skonsultowana politycznie. Pracami zespołu będzie kierował Sekretarz Stanu w MEN Sławomir Kłosowski".

 

Minister zaprosił. Podejmuję więc zaproszenie. Mimo, że jak podkreślił Minister, sprawa została już „szeroko skonsultowana politycznie". Brzmi odrobinę złowrogo (tak jakby była postanowiona) - ale może tylko brzmi - i rzecz idzie o prawdziwą publiczną debatę. Z nadzieją, że tak jest, chciałbym zaprezentować swój pogląd. Robię to chętnie dlatego, że problematyką dyscypliny (i jej braku) zajmuję się od pięciu lat, jako badacz i praktyk, poszukujący skutecznych rozwiązań. Dysponuję minimalną wiedzą o szczegółach proponowanych rozwiązań (przynajmniej ja ich nie znalazłem na stronie MEN), ale mimo tego, spróbuję postawić kilka pytań i podzielić się swoimi wątpliwościami.

 

Przede wszystkim pragnę zauważyć, że postępowaniem z uczniami, którzy przejawiają demoralizację (np. uchylanie się od obowiązku szkolnego, naruszenie zasad współżycia społecznego) lub którzy popełnili czyny karalne (przestępstwa lub poważniejsze wykroczenia), zajmuje się Ustawa o postępowaniu w sprawach nieletnich. Daje ona sądom rodzinnym możliwość stosowania szeregu środków wychowawczych i poprawczych. Wśród nich jest nie tylko umieszczenie w różnego rodzaju placówkach (resocjalizacyjnych i opiekuńczych), ale także środki bardziej aktywizujące nieletniego, jak na przykład. zobowiązanie go do naprawienia szkody, przeproszenia pokrzywdzonego, podjęcie pracy na rzecz społeczności lokalnej, uczestniczenie w określonych zajęciach itp. Sądy mają też do dyspozycji formę mediacji, która polega na tym, że nieletni sprawca i pokrzywdzony rozmawiają ze sobą w obecności bezstronnego mediatora. Celem takiej, podjętej za obustronną zgodą, rozmowy jest ustalenie zadośćuczynienie za wyrządzoną szkodę. W codziennej praktyce nieletni są najczęściej upominani, potem opiekuje się nimi kurator sądowy, a gdy to okazuje się nieskuteczne, trafiają do któregoś z ośrodków szkolno-wychowawczych lub młodzieżowych ośrodków wychowawczych. Placówki te są najczęściej przepełnione, co powoduje, że nieletni tam skierowany, czeka na możliwość przyjęcia bardzo długo, nierzadko nawet ponad rok. Kiedy w końcu nieletni tam trafi, szybko przekonana się (i poczuje na własnej skórze), że stopień demoralizacji osób tam przebywających jest bardzo zróżnicowany. Przykładem tego może być "zestaw" wychowanków jednej z sypialni młodzieżowego ośrodka, w którym pracowałem: wagarujący i pijący piwo wychowanek domu dziecka, skierowany, za to właśnie, przez sąd na wniosek placówki w której przebywał, diler narkotykowy "średniego szczebla", sprawca poważnego rozboju (który o mało nie zamordował kijem bejsbolowym) oraz drobny wiejski złodziej. Obecny, niewydolny system orzekania i kierowania, nie potrafi sprostać potrzebom procesu skutecznej resocjalizacji.

 

Tutaj więc pierwsze pytania:

Czy nowe placówki wejdą do tego systemu, jako koleje jego ogniwa, czy mają go zastąpić?

Kto będzie do nich kierował i na jakiej podstawie?

Czy w konsultacjach projektu uczestniczą przedstawiciele Ministra Sprawiedliwości, aby zapewnić jego kompatybilność z zapisami ustaw, do których rozporządzenia wykonawcze wydaje ten minister?

 

A teraz pytania jeszcze bliższe codziennej rzeczywistości: Skoro aktualnie tyle czasu czeka się na umieszczenie nieletniego w ośrodku, że w szczególnych przypadkach sądy umieszczają nawet sprawców przestępstw w placówkach opiekuńczych (np. domach dziecka), to ile ma być tych projektowanych placówek, aby zaspokoić potrzeby? Skąd zamierza się pozyskać specjalistów, którzy będą potrafili skutecznie pracować z „trudnymi", jeśli nie ma ich w większości już istniejących placówek resocjalizacyjnych? W informacji Ministerstwa mówi się , że zespół przygotuje program. Jak można centralnie przygotować program dla takiej specjalistycznej placówki?. Chyba lepiej i rozsądniej zrobiliby to specjaliści, pracujący tam!. Jak zapewnić właściwą selekcję do tych placówek, aby nie spotykali się tam osobnicy bardzo zdemoralizowani, z takimi, którzy zostali tam „wepchnięci", bo się narazili komuś , bo jakaś szkoła chciała się pozbyć kłopotu, choć poziom ich demoralizacji jest znikomy?

Nie widzę też w tym projekcie, czy jest on częścią jakiegoś szerszego systemu radzenia sobie z problemem "uczniów problemowych". Nie ma w nim mowy o wzmocnieniu szkoły, by radziła ona sobie sama w tak zwanych "lżejszych" przypadkach. Bo współcześnie wiele szkół nie radzi sobie nawet ze, zdawałoby się, błahymi problemami. Wiem o tym na podstawie wyników moich własnych badań. Nawet proste trudności wychowawcze (np. "gadanie" podczas lekcji) dość spory odsetek nauczycieli (40%) próbuje rozwiązać niedostateczną oceną szkolną.

Brak jest także w tej informacji wiadomości o innych metodach działań, także profilaktycznych, jak również terapii i wsparcia w miejscu zamieszkania (działania środowiskowego), które powodowałyby, że kierowanie do specjalnej placówki stałaby się naprawdę ostatecznością.

Jeszcze raz podkreślam. Nie znam szczegółów. Ale dwa, trzy tygodnie, o których jest mowa w publikacji Ministerstwa, to chyba trochę mało na wypracowanie tak poważnej decyzji systemowej.

Boję się , że możemy poczuć na własnej skórze, iż prawdziwe jest powiedzenie: "Dla każdego trudnego problemu możemy znaleźć rozwiązanie, które jest proste, szybkie i. . . złe".

Dr Jacek Pyżalski

Pedagog specjalny (pedagogika resocjalizacyjna). Doktor nauk humanistycznych w zakresie pedagogiki, Adiunkt w Katedrze Pedagogiki Specjalnej Uniwersytetu Łódzkiego oraz wykładowca w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Łodzi.