Strona Główna > Publikacje > Z dużej chmury mały deszcz
Idea przeprowadzenia reformy kształcenia zawodowego pojawiła się już w pierwszym roku sprawowania rządów przez koalicję PO - PSL. Formalnym początkiem prac było powołanie Zarządzeniem Nr 5 Ministra Edukacji Narodowej z dnia 18 czerwca 2008 r. Zespołu opiniodawczo-doradczego do spraw kształcenia zawodowego. W jego pracach, obok urzędników MEN, wzięli udział przedstawiciele ministrów właściwych dla zawodów, organizacje pracodawców, partnerzy społeczni, przedstawiciele środowisk samorządowych, oświatowych i naukowych - łącznie 25 instytucji. Pierwsze spotkanie Zespołu odbyło się przed trzema laty - 30 października 2008 r. Kolejne następowały w krótkich odstępach czasu: w grudniu 2008 r. oraz lutym 2009. Następne odbywały się już coraz rzadziej. Rok 2010 był tym czasem, kiedy projekt zmian, przygotowany w oparciu o wypracowane przez zespół opiniodawczo-doradczy założenia, został poddany tak zwanym konsultacjom społecznym, m.in. podczas regionalnych konferencji, trwających od stycznia do kwietnia owego roku. Konferencje te, w wyobrażeniu ich organizatorów, miały stać się forum, na którym wszyscy zainteresowani poprawą jakości kształcenia zawodowego mieli przedstawiać swoje opinie o projektowanych zmianach. Byłem na jednej z nich, w Łodzi, i z przykrością muszę stwierdzić, że jej przebieg niewiele miał wspólnego z autentycznym dialogiem przedstawicieli różnych stanowisk. Gdy zadałem wtedy pani minister Hall pytanie o szanse na tworzenie w Polsce centrów kształcenia praktycznego spotkałem się z odpowiedzią, z której wynikało, że pani minister nie zrozumiała, albo nie chciała zrozumieć pytania. Odpowiedź w ogóle nie odnosiła się do tego o co pytałem. Jak dziś wiadomo, gdy znamy już decyzje zapisane w nowelizacji ustawy o systemie oświaty, zreformowano wyłącznie niektóre elementy systemu szkolnictwa zawodowego, a konkretnie - otwarto szerzej możliwości prowadzenia przez szkoły publiczne form kursowych dla dorosłych, inaczej zdefiniowano podstawy programowe kształcenia w zawodach i ustawowo zapisano definicję kwalifikacji w zawodzie. W konsekwencji tej ostatniej regulacji znowelizowana ustawa wprowadziła procedury egzaminów potwierdzających kwalifikacje w zawodzie, a nie jak to było dotychczas, egzaminy potwierdzające kwalifikacje zawodowe - w znaczeniu zawodu jako jednolitego zespołu wiedzy, umiejętności i pozostałych kwalifikacji pracowniczych, takich jak choćby kwalifikacje interpersonalne, wymienionego w zmodyfikowanej klasyfikacji zawodów szkolnictwa zawodowego. Kolejnym novum jest przyjęcie zasady, że owo potwierdzanie kwalifikacji będzie miało miejsce w zakresie każdej wyodrębnionej w ramach zawodu kwalifikacji, jeszcze trakcie cyklu kształcenia. Jednak jak wiadomo, diabeł tkwi w szczegółach, w tym przypadku - w rozporządzeniach, które (i to nie wszystkie) znamy jak dotąd jedynie w wersji projektów. Najważniejsze z nich to: - Projekt rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej w sprawie podstawy programowej kształcenia w zawodach
- Projekt rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej w sprawie publicznych placówek kształcenia ustawicznego, publicznych placówek kształcenia praktycznego i publicznych ośrodków dokształcania i doskonalenia zawodowego oraz kształcenia ustawicznego w formach pozaszkolnych
- Projekt rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej zmieniającego rozporządzenie w sprawie warunków i sposobu oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów i słuchaczy oraz przeprowadzania sprawdzianów i egzaminów w szkołach publicznych
- Projekt rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej w sprawie klasyfikacji zawodów szkolnictwa zawodowego
Sytuacja w jakiej aktualnie znalazł się system kształcenia zawodowego jest wysoce niepewna. Jak wiadomo powyższe rozporządzenia nie będą już podpisywane przez ministra edukacji, podczas którego kadencji powstały. Jest dziś niemal pewne, że resortem edukacji kierować będą inni niż dotychczas ludzie. Trudno oczekiwać, że będą oni mieli identyczne poglądy, jak dotychczasowa ekipa minister Katarzyny Hall. Byłoby z mojej strony wróżeniem z fusów, gdybym próbował antycypować ostateczny kształt owych, niezbędnych dla uruchomienia zapisanych w ustawie zmian, rozporządzeń. Dlatego pozostawiając ten problem na czas późniejszy, w dalszej części tego artykułu zajmę się jedynie wybranymi aspektami znanego aktualnie ze znowelizowanej Ustawy o systemie oświaty zarysu nowego systemu kształcenia zawodowego, a konkretnie tym, czego - moim zdaniem - w nim zabrakło. Przede wszystkim rzekoma reforma, jaką mają być zapisane w ustawie rozwiązania, jest tylko korektą niektórych elementów funkcjonującego w naszym kraju od lat szkolnego systemu kształcenia zawodowego. Jest prawdą, że nie mam prawa oczekiwać, iż ustawa regulująca system szkolny zaprezentuje ten system, z innej niż szkołocentryczna, perspektywy. Jednak mogłem chyba spodziewać się, że będą tam wyraźniej zaznaczone punkty styczne ze środowiskiem pozaoświatowym, skoro już w zapowiedziach reformy pisano: „W trakcie prac nad Krajowymi Ramami Kwalifikacji wyraźnie akcentowana jest potrzeba zagwarantowania możliwości osiągania kwalifikacji na różnych ścieżkach uczenia się, tj. zarówno w systemie szkolnym, jak i pozaszkolnym. Interdyscyplinarne podejście do modernizacji kształcenia zawodowego umożliwi szkole tworzenie atrakcyjnej dla rynku pracy oferty edukacyjnej poprzez powiązanie tradycyjnego kształcenia w formach szkolnych z kształceniem w formach pozaszkolnych."[1] W innym miejscu tego samego źródła wymieniono nawet, że te różne ścieżki uczenia się to „kształcenie w trybie formalnym (szkolnym), pozaformalnym (dokształcanie, doskonalenie i szkolenie) oraz nieformalnym (samouczenie się oraz doświadczenie uzyskane w pracy)."[2] Jedyną konsekwencją akceptacji istnienia różnych dróg dochodzenia do kwalifikacji zawodowych jest zapis, z którego wynika, że osoba która ukończyła 18 lat może uzyskiwać świadectwa potwierdzające kwalifikację w zawodzie po zdaniu egzaminu eksternistycznego potwierdzającego kwalifikacje w zawodzie w zakresie danej kwalifikacji przeprowadzanego przez okręgową komisję egzaminacyjną, a także może ona uzyskać dyplom potwierdzający kwalifikacje zawodowe, jeżeli posiada świadectwa potwierdzające wszystkie kwalifikacje wyodrębnione w danym zawodzie oraz posiada wykształcenie zasadnicze zawodowe albo zdała egzamin eksternistyczny z zakresu wymagań określonych w podstawie programowej kształcenia ogólnego dla zasadniczej szkoły zawodowej przeprowadzany przez okręgową komisję egzaminacyjną, lub wykształcenie średnie.[3] Jak widać, w takiej regulacji zawarta jest dobrze znane przekonanie, że nie można zdobyć kwalifikacji zawodowych inaczej, jak tylko zaliczając sprawdzian ze szkolnych podstaw programowych. Czyli jednak szkołocentryzm! Wygląda na to, że nadal jedynym zawodem, do którego można będzie wejść bez ukończenia, choćby eksternistycznie, odpowiedniej szkoły, będzie zawód aktora! A przecież współczesność pokazała dobitnie, że czasy zawodu, wyuczonego na całe życie, minęły bezpowrotnie. Obecnie częściej wykonuje się określone zajęcie, na które akurat jest zapotrzebowanie, aby - gdy ono z różnych powodów ustanie - podjąć się innego, aktualnie oferowanego na rynku pracy. I pracownik nie ma czasu na to, aby w trzyletnim cyklu zdobywać cały kompleks kwalifikacji, składających się na wpisany do odpowiedniej klasyfikacji, zawód. Można tę konkretną, poszukiwaną kwalifikację zdobyć w drodze samokształcenia, można „przywarsztatowo" - podpatrując mistrza, u którego „terminujemy", albo wręcz metodą „prób i błędów" - podczas kolejnych prac, wykonywanych początkowo na własny użytek, później na rzecz rodziny i przyjaciół. Ilu w Polsce mamy takich wspaniałych malarzy-tapeciarzy, mechaników samochodowych czy kucharzy - nikt nie zliczył. Jednak największym, w moim odczuciu, brakiem tej nowelizacji jest nieomal całkowite pominięcie podstawowego elementu zdobywania kwalifikacji zawodowych, jakim jest nowoczesne podejście do procesu uczenia się zawodu, które polega na integrowanie teorii i praktyki. Ustawa konserwuje podział na „obowiązkowe zajęcia edukacyjne" (czytaj - teoretyczne 45-ominutowe lekcje w klasach szkolnych) i „praktyczną naukę zawodu". Ta ostatnia została sprecyzowana w Rozporządzeniu MEN z dnia 15 grudnia 2010 r. w sprawie praktycznej nauki zawodu (Dz. U. z dnia 23 grudnia 2010 r.), jako „coś", co odbywa się „w warsztatach szkolnych, pracowniach szkolnych, placówkach kształcenia ustawicznego, placówkach kształcenia praktycznego, u pracodawców i w indywidualnych gospodarstwach rolnych." (§ 1.) Dalej dowiadujemy się, że to „coś", czyli praktyczna nauka zawodu, organizowana jest w formie zajęć praktycznych i praktyk zawodowych." (§ 4. 1.) i że prowadzą ją nauczyciele, a jeżeli zajęcia praktyczne realizowane są u pracodawców i w indywidualnych gospodarstwach rolnych - odpowiednio przygotowani pracownicy, nazwani tam "instruktorami praktycznej nauki zawodu".(§ 10. 1) Cóż to za reforma, w której nadal, jak przez ostatnie dziesięciolecia, panie i panowie w roli nauczycieli pracujących w szkole - inżynierowie i magistrowie - wykładać będą uczniom „książkową" wiedzę, a następnie ci sami uczniowie pójdą tam, gdzie inne panie i inni panowie - z tym, że występujący w roli nauczycieli zajęć praktycznych lub instruktorów praktycznej nauki zawodu - pokażą im, a potem nauczą „jak to się robi"! A przecież już od dawna w innych stronach świata, nawet niedaleko, bo za naszą zachodnią granicą, wypracowano modułowy system kształcenia zawodowego, realizowany przede wszystkim w centrach kształcenia praktycznego. Nie miejsce tu na obszerniejsze przedstawienie istoty modułu jako podstawowego metodycznego elementu kształcenia zawodowego, łączącego w integralną całość teorię i praktykę, wiedzę i umiejętności, samodzielne poszukiwanie przez uczniów wiedzy we wszystkich dostępnych źródłach i inaczej zdefiniowaną rolą nauczyciela, jako coacha, tutora - a więc przewodnika, doradcy, a nie klasycznego „belfra" podającego gotową wiedzę. Warto do tego tematu wrócić w odrębnym opracowaniu, gdyż nadal, zarówno wśród samych nauczycieli szkół zawodowych, jak i decydentów szczebla centralnego i samorządowego, zbyt mała jest wiedza o kształceniu modułowym. Na teraz odsyłam Czytelników do łatwo dostępnego - bo w Internecie - źródła, jakim jest opracowanie Joanny Krzyżak p.t. Modułowe programy kształcenia jako warunek przygotowania ucznia do zewnętrznych egzaminów zawodowych, Studium Psychologii i Pedagogiki Akademii Ekonomicznej w Krakowie.[4] Jako że kształcenie w systemie modułowym nie uznaje podziału na teorię i praktykę, na jednostki lekcyjne i przedmioty nauczania, trudno jest wdrożyć go w tradycyjnej strukturze szkoły. Optymalną placówką dla tego sposobu nabywania kwalifikacji w zawodzie są od dawna działające w Skandynawii i w Republice Federalnej Niemiec centra kształcenia praktycznego (CKP). Znowelizowana ustawa zawiera co prawda podobnie brzmiącą nazwę placówki: „centrum kształcenia zawodowego i ustawicznego", w skład którego powinna wchodzić co najmniej jedna szkoła prowadząca kształcenie zawodowe i które to decyzją ustawodawcy prowadzi kwalifikacyjne kursy zawodowe, a także podejmuje działania w zakresie poradnictwa zawodowego i informacji zawodowej[5], to jednak nie jest to struktura tożsama z CKP. Choć od lat istnieją w naszym kraju placówki, mające na swym szyldzie taką właśnie nazwę, niewiele z nich jest naprawdę nową jakościowo formułą tworzenia warunków do nowoczesnego nabywania kwalifikacji. Najczęściej są to trochę zmodernizowane, lecz w zasadzie tylko przemianowane, dawne warsztaty szkolne. A jak może i powinno być takie centrum zorganizowane i wyposażone miałem wielokrotnie okazję oglądać właśnie w Niemczech. Także i na ten temat należałoby napisać obszerniejszy materiał, gdyż najwyraźniej model instytucji, która stwarza optymalne warunki do nabywania umiejętności zawodowych w okolicznościach zbliżonych do rzeczywistych, ale bez ekonomicznej presji czasu i jakości, jest jeszcze zbyt mało w naszym kraju upowszechniony - także w gremiach decydentów, i to zarówno edukacyjnych jak i ze świata gospodarki i ekonomii. Kończąc te rozważania pozostaje mi podzielenie się z czytelnikami kilkoma niewesołymi refleksjami. Cała ta wielomiesięczna kampania pod szyldem Zespołu opiniodawczo-doradczego do spraw kształcenia zawodowego i cykl kilkunastu konferencji wojewódzkich, nazywanych przez MEN konsultacjami społecznymi, okazały się wielką chmurą, z której spadł mały deszcz. Władza po raz kolejny zastosowała stary manewr: skoro nie można zrobić lepiej, zróbmy inaczej. Tylko od dawna wiadomo, że od samego mieszania herbata nie staje się słodsza! Włodzisław Kuzitowicz 1) Założenia projektowanych zmian. Kształcenie zawodowe i ustawiczne. Informator, MEN Warszawa 2010 s. 9 2) Op. cit. s. 7 3) Art. 10 ust.3 znowelizowanej Ustawy o systemie oświaty. 4) http://www.ptde.org/file.php/1/Archiwum/XII/Modu_owe_programy_kszta_cenia.pdf 5) Ustawa z dnia 19 sierpnia 2011 r. o zmianie ustawy o systemie oświaty oraz niektórych innych ustaw, Dz.U. z 2011 nr 205 poz. 1206; Art. 62a. 1. Artykuł został opublikowany w biuletynie Instytutu Europejskiego w Warszawie „Kierownik Szkolenia Praktycznego" Nr 5 (9) wrzesień/październik 2011 Jest to 150 publikacja"Gazety Edukacyjnej"
|