Strona Główna > Felieton > Żałoba narodowa w szkole
W sobotę Polska stanęła w pół kroku! Wiadomość o tragicznej katastrofie pod Smoleńskiem, w której zginęła cała, zdążająca na uroczystości 70 rocznicy zbrodni katyńskiej polska delegacja, z Prezydentem RP i Jego Małżonką na czele, spadła na Polaków, jak najczarniejszy sen. Gdy już informacje o jej rozmiarach i skutkach dotarła do świadomości ludzi, stały się one bodźcem do zachowań, dających upust emocjom, Stąd rodziła się spontaniczna akcja stawiania płonących zniczy przed Pałacem Prezydenckim i w innych miejscach Stolicy i kraju, wywieszanie flag z żałobnym kirem, uczestnictwo w żałobnych nabożeństwach. Ale w miarę upływu kolejnych godzin zaczęły funkcjonować, zgodnie z zapisami Konstytucji, mechanizmy państwa prawa. Prerogatywy Głowy Państwa przejął Marszałek Sejmu. W krótkim wieczornym orędziu marszałek Komorowski ogłosił tygodniową żałobę narodową. Aż do piątku 16 kwietnia. Jutro, w poniedziałek, trzeba będzie w tej atmosferze smutku i zadumy pójść na zakupy, do pracy, do szkoły... Jak zorganizować żałobę w szkole? - pyta Dariusz Chętkowski na swoim blogu. I snuje dalej swą gorzką refleksję na ten temat: „Od dawien dawna szkoła nie organizuje apeli, dyrektorzy nie przemawiają do uczniów, chyba że z okazji zbliżającej się Wigilii albo podczas ćwiczeń przeciwpożarowych. [...] Czy szkoły staną na wysokości zadania i pokażą młodzieży, co się robi w obliczu takiej tragedii? Czy dyrekcje pomyślą i czy w ogóle wiedzą, co należy zrobić?" Po przeczytaniu tych słów zadałem sobie to pytanie: Co zrobiłbym, gdybym - tak jak to było jeszcze tak niedawno - musiał jutro podjąć ten problem w mojej „budowlance"? Jak w warunkach szkolnej rutyny i dydaktycznej codzienności umożliwić uczniom przeżycie tej niecodziennej przecież sytuacji, w której znalazło się nie tylko państwo - jako struktura formalna, ale także jego obywatele: My Naród - jak to przed laty lapidarnie określił wobec amerykańskiego Kongresu ówczesny Prezydent RP Lech Wałęsa... Wiem, że nie schowałbym głowy w piasek, nie uciekłbym się do „odfajkowania" tematu okolicznościowym apelem, nie wyręczałbym się katechetami. A wiem to dlatego, że przed pięcioma laty, razem z ówczesnymi uczniami mojej szkoły, przeżywałem żałobę po odejściu Ojca Świętego Jana Pawła II. I nie odwoływałem zajęć, bo żałoba narodowa nie może być legalizacją wagarów. W atmosferze skupienia i powagi prowadzone były lekcje. W miejscu, gdzie na co dzień był kącik patrona szkoły umieszczono portret Papieża-Polaka, przed którym płonęły stawiane tam przez uczniów znicze. I całą szkoła uczestniczyliśmy w sąsiednim kościele w Mszy Świętej, podczas której uczniowie i nauczyciele włączali się w liturgie słowa, wzbogaconą o odczytywane fragmenty pism i wierszy Karola Wojtyły... Dyrektor szkoły tez odczytał, przez siebie napisany na tę okoliczność wiersz. Wiem - to była żałoba po śmierci Największego Autorytetu, wiem - dyrektorzy nie muszą pisać wierszy. Ale wiem też, że szkoła, nauczyciele, nie mogą zmarnować takiej szansy, tragicznej szansy, ale potencjalnie bardzo dużej szansy na lekcję wychowania patriotycznego. Niech te dni żałoby narodowej staną się okazją nie tylko do zbiorowych przeżyć podczas licznych zapewne uroczystości państwowych i kościelnych, ale także do rozmów z uczniami o tym, że „ojczyzna to zbiorowy obowiązek", że w obliczu zagrożeń i kryzysów trzeba nauczyć się być razem „ponad podziałami", a także do włączania w treści lekcji, w codziennej pracy nieobecnego, tematu śmierci... I potrzeby wyprowadzania z niej siły do dalszego życia, mimo wszystko! Włodzisław Kuzitowicz |