Gazeta Edukacyjna dla refleksyjnych pedagogów

Piątek, 18 maja 2012 r. 139 dzień roku

                                                                                                                                                Forum | Czat | Kontakt | Partnerzy | Mapa Strony








 
Strona Główna | Bibliografie | Recenzje | Konferencje | O Gazecie Edukacyjnej 
 
centrum konferencyjno widowiskowe Lutnia
 Badania i raporty
 Blogosfera
 Felieton
 Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne proponuje
 Gorący temat
 Impresje Małgorzaty
 Polecamy
 Publikacje
 Relacje praktyków
 Szkoła z pomysłem
 Wydarzenia
 Bibliografie
 Recenzje
 Konferencje
 O Gazecie Edukacyjnej
 Partnerzy
 Inspirujące
Strona Główna > Publikacje > Zaufanie albo monitoring


Kluczowym słowem w ekspoze premiera Tuska było zaufanie. Przed nim tylko profesor Piotr Sztompka, w swej książce wydanej pod takim właśnie tytułem, po tylokroć posługiwał sie tym pojęciem. To tam możemy przeczytać, że zaufanie to fundament niezbędny dla funkcjonowania społeczeństwa. Chcę wierzyć, że Premier czytał tę książke i że mam prawo oczekiwać, iż po okresie rządów sprawowanych przez zwolenników teorii X nastał czas przewodzenia zgodnie z teorią Y.

 

Na użytek tych czytelników, którzy nie znają koncepcji Douglasa McGregora, wyjaśnie, że już w 1960 roku ten brytyjski antropolog społeczny, profesor Uniwersytetu Princeton, zaprezentował dwa przeciwstawne sobie obrazy (stereotypy, modele) pracownika, nazywając je umownie teorią X i teorią Y. Zgodnie z tą koncepcją człowiek, postrzegany zgodnie z teorią X, jest to osobnik leniwy, który nie lubi brać na siebie inicjatywy ani jej przejawiać, najważniejsze są dla niego materialne korzyści (wynagrodzenie etc.), pracuje tylko dlatego, że musi, a praca jest dla niego złem koniecznym. Natomiast człowiek widziany zgodnie z teorią Y, to ktoś skory do pracy, inteligentny, ktoś kto lubi odpowiedzialność i chętnie sam tworzy sobie nowe zadania, jeśli tylko widzi jakiś sens - niekoniecznie w postaci wynagrodzenia. Człowiek taki potrafi sam się motywować do pracy - nie musi mieć nad sobą "szefa".

 

McGregor zauważył, że to co sądzimy o danym człowieku, może przyczynić się do jego zachowania na zasadzie samospełniającej się przepowiedni. Jeśli na przykład powiemy komuś, że uważamy go za wierutnego lenia, prawdopodobnie dostosuje się do takiego stwierdzenia. Jeśli wyrazimy komuś duże uznanie, choć w świetle faktów nie w pełni na to zasługuje, może starać się sprostać naszym oczekiwaniom. Jestem głęboko przekonany, że teoria ta znakomicie wyjaśnie nie tylko style zarządzania organizacjami gospodarczymi, ale pomaga lepiej zinterpretować zachowania liderów politycznych a nawet preferowane przez kolejne rządy i ich premierów koncepcje państwa i to jak widzą oni obywateli.

 

Rząd Jarosława Kaczyńskego funkcjonował według teorii X. Ekipa ta była przekonana, że tak zwany „przeciętny człowiek" woli być kierowany, nie lubi odpowiedzialności, nade wszystko pragnie poczucia bezpieczeństwa, ale ze względu na swoją niechęć do wysiłku i pozytywnego działania, większość ludzi musi być kontrolowana i straszona. Można nawet powiedzieć, że ten styl sprawowania władzy zbliżył sie do najbardziej skrajnej postaci menedżeryzmu stylu X , w którym szefowie stają się apodyktyczni i podejrzliwi, żywią przekonanie, że podwładnych trzeba bez przerwy obserwować, gdyż w przeciwnym razie będą spiskować i działać „wbrew"!

 

Przemawiając w Sejmie premier Tusk powiedział: „Słowo "zaufanie" będzie [...] mottem nie tylko tego wystąpienia, ale, mam nadzieję, całej naszej kadencji i całego okresu, w którym przyjdzie mnie z moimi współpracownikami rządzić. To zaufanie stało się fundamentem nowej politycznej umowy Polaków." A dalej, mówiąc o wielkiej potrzebie inwestowania w innowacyjność, powiedział: „To musi być wynik zaufania do ludzi. Że oni lepiej od biurokraty, od urzędu, od kolejnej ustawy, kolejnych przepisów, poradzą sobie z tym wyzwaniem." I wreszcie, w części, poświęconej problemom edukacji Premier powiedział: „ Musimy po prostu zaufać także w procesie edukacji ludziom, nauczycielom, samorządowcom, pracodawcom. Ich wiedza o potrzebach jest większa niż wiedza na ten temat urzędów centralnych. Nie musimy decydować za nich w każdej sprawie."

 

Wróćmy jeszcze na chwilę do książki profesora Sztompki. Przedmiotem szczególnej uwagi autora jest tam analiza sytuacji określanych mianem "klimatu zaufania" lub "klimatu nieufności". Autor dowodzi, że zaufanie jest niezbędnym czynnikiem demokratycznej polityki i rozwoju gospodarczego, a przede wszystkim fundamentem bezpieczeństwa w codziennym życiu. Pokazuje też, jak destrukcyjne skutki przynosi kryzys zaufania.

 

Czy, i jak, zaufanie władzy do obywateli ma szanse przełożyć się na zaufanie nauczycieli, wychowawców i opiekunów do uczniów, wychowanków, podopiecznych? Czy nasze szkoły i placówki wychowawcze będą realizowały swoje zadania tak jak zalecał to minister Giertych, czyli zgodnie z teorią X, poprzez narzędzia zewnętrznej dyscypliny, za pomocą mundurków i kamer monitorujących wszystkie zakątki szkół, czy też, jak wynika to z reorii Y, podstawowym wyznacznikiem procesu wychowania stanie się zaufanie?

 

Zaufanie - to przeświadczenie że komuś można ufać. Ufać - to znaczy mieć przekonanie, że na kimś można polegać, spodziewać się spełnienia czegoś. Zaufanie, to fundament wielu niedyrektywnych koncepcji wychowania. Jedną z takich teorii jest pedagogika Gestalt, która sięgając także do przesłanek antropologicznych, wskazuje, że człowiek jest istotą godną zaufania, niosącą ogromny potencjał możliwości, do realizacji których trzeba mu stworzyć odpowiednie warunki. Pedagogika ta jako główne cele wychowania przyjmuje dnalezienie siebie, własnej tożsamości, samorealizację, odzyskanie utraconej i stłumionej części własnej osobowości, eliminację blokad wewnętrznego rozwoju, a także przygotowanie człowieka do rozpoznawania i realizacji własnego potencjału rozwojowego, do odpowiedzialności za samego siebie.

 

Czy takie postrzeganie zadań stojących współcześnie przed wychowaniem jest możliwe do zrealizowania w szkolnictwie ogólnodostępnym? Czy można oczekiwać, że dorosły absolwent naszych szkół stanie się w przyszłości takim właśnie „samosterownym", odpowiedzialnym obywatelem? Czy tę jego podmiotowość i zinterioryzowane przekonanie, że muszę postępować godnie, bo są ludzie, którzy mi zaufali i których nie mogę zawieść, może on ukształtować w sobie w szkole, w której na każdym kroku komunikuje mu się, że nikt do niego nie ma zaufania?

 

Niedawno widziałem w telewizji obrazki z jednej ze szkół ponadgimnazjalnych, w której w ramach walki z paleniem przez uczniów papierosów wprowadzono „wejście kontrolowane" do WC! Pani woźna (myślę, ze była to pani sprzątaczka) wpuszczała uczniów do ubikacji pojedyńczo, kontrolując po wyjściu każdego z nich, czy podczas swojego tam pobytu oddawali się wyłącznie czynnościom fizjologicznym. Powszechną jest zaś praktyka dyżurów, pełnionych na przerwach przez nauczycieli, praktyka wymuszona zresztą przez przepisy o zapewnieniu uczniom bezpieczeństwa i odpowiedzialności za nie dyrektorow szkół. Krzykiem najnowszej mody jest instalowanie w szkołach kamer telewizyjnych, monitorujących wszystko co uda się zarejestrować w ich polu widzenia.

 

I tak to przez kilkanaście najważniejszych lat życia, w wieku, w którym młodzi ludzie formują swoje osobowości, doświadczają oni od świata ludzi dorosłych braku zaufania. Komunikuje się im dzień po dniu, że nie dlatego należy unikać określonych zachowań, że są one sprzeczne z ogólnie przyjętymi w społeczeństwie wartościami i zasadami, że niosą one negatywne skutki dla innych ludzi, jak i dla samych siebie, ale że jedynym powodem powstrzymania sie od zachowań agresywnych, od palenia papierosów czy skręta, jest możliwość „wpadki" i kary.

 

No cóż. Właściwie to nie powinno mnie to tak bardzo zaskakiwać. Wszak jest to tylko odwzorowanie megasystemu, według którego nie należy grzeszyć, bo za to idzie się do piekła!

 

Tylko czy w realnym świecie codzienności edukacyjnej jest do pomyślaenia szkoła ufająca uczniom? Już słyszę jak „praktycy" szkolnej rzeczywistości krzyczą: jak on to sobie wyobraża, mamy robić klasówki i ufać że nie będą ściągali, wypuszczaś uczniów z klas na przerwy i ufać, że nie będą się bili, ćpali i palili? A - no łaśnie! Ale ci sami obrońcy ładu i moralności oczekują od władzy, że nie będzie ona traktowała ich a priori jak złodziei przy rozliczaniu się z podatków, że gdy pójdą do hipermarketu nie zostaną przez ochronę zabrani na osobistą rewizję, bo wszak klienci kradną! Niech ci „nieufni" odpowiedza sobie na putanie: czy byłoby możliwe nasze życie bez zaufania do innych? Zaufania, że termin przydatności do użycia leku albo spożycia zafoliowanej porcji kurczaka jest prawdziwy, że list nadany „priorytetem" dojdzie do adresata nazajutrz, że lekarz, któremu powierzyliśmy nasze zdrowie i życie zrobi w tej sprawie wszystko co w jego mocy? Zaufanie takie jest przacież podstawą życia społecznego, nawet i mimo tego, że zdarzają się sfałszowane terminy przydatności, że nie wszystkie listy docierają w terminie i bywają lekarze - hochsztaplerzy! Bo w kwestii zaufania właściwą postawę zaprezentował niedawno minister Radek Sikorski, który zapytany przez dziennikarza, czy ufa ludziom, odpowiedział: tak, do czasu, gdy się na nich zawiodę!

 

Otóż to. Pragnąc by inni nam ufali, nie możemy zawieść ich zaufania. Także i my - nauczyciele, wychowawcy - nie możemy zawieść zaufania naszych podopiecznych. A uczniowie obdarzeni naszym zaufaniem będą mieli szansę wykazania, że są jej godni. I dopiero gdy nas zawiodą, i tylko ci, którzy nas zawiodą, powinni podlegać kontroli i dozorowi. A cała sztuka budowania w szkole właściwego klimatu zaufania polegać powinna na tym, aby na straży wzajemnego respektowania tej zasady stali przede wszystkim uczniowie, w których dobrze pojętym interesie winno leżeć utrzymanie tego klimatu.

 

Będzie to możliwe tylko w społeczności samorządnej, w szkole, w której uczniowie są partnerami nauczycieli w procesach edukacyjnych, gdzie uda się rozmontować, zdawałoby się odwieczną barykadę, dzielącą uczestników życia szkolnego na MY i ONI ! A wtedy bedzie możliwe także rozmontowanie zainstalowanego już w szkole monitoringu, albo zaniechanie jego instalacji... Ja nie mam wątpliwości. Stając przed alternatywą: zaufanie versus monitoring - opowiadam się za zaufaniem! No - może na początek, jak u kierowcy jadącego drogą z pierwszeństwem przejazdu, będzie to trochę ograniczone zaufanie...

 

Włodzisław Kuzitowicz