Strona Główna > Felieton > Zróbmy coś, zanim nie będzie za późno!
Nie można dłużej udawać, że „nie ma sprawy". Bo sprawa jest. Niech no tylko ustąpią wody naszego majowego potopu, nich Państwowa Komisja Wyborcza ogłosi nazwisko nowego prezydenta, nich opadną chmury wulkanicznego pyłu... Wtedy do wszystkich dotrze wiadomość o najnowszym pomyśle, jaki zrodził się w zaciszu gabinetów ministerstwa edukacji. Ale wtedy może już być za późno! Bo już rozpocznie się kolejny rok szkolny, w którym nawet w liceach, uczniowie będą mogli być promowani do wyższej klasy z rocznymi ocenami niedostatecznymi z dwu przedmiotów! Bo projekt rozporządzenia z taką właśnie zmianą powstał właśnie w MEN. Jak dotąd tylko nieliczne media odnotowały ten fakt. Napisała o tym „Gazeta Prawna" , przytoczyły „Perspektywy" , umożliwiając internautom wyrażenie swych opinii na ten temat. Można tam przeczytać, że „zgodnie z rozporządzeniem, które właśnie trafiło do konsultacji społecznych, uczeń z dwiema ocenami niedostatecznymi miałby możliwość zdania do kolejnej klasy." Gazeta zamieszcza także kilka opinii - głównie krytycznie odnoszących się do takiego rozwiązania: „Może w ogóle skasować oceny i przepuszczać wszystkich jak leci - komentuje pomysł prof. Marcin Król, dziekan Wydziału Stosowanych Nauk Społecznych i Resocjalizacji Uniwersytetu Warszawskiego. Jego zdaniem to kolejny krok do umasowienia szkół ponadgimnazjalnych. Pierwszym było obniżenie poziomu matury. - Jest tak skonstruowana, by prawie każdy mógł ją zdać." Dalej inny uczony - prof. Jan Hartman z Uniwersytetu Jagiellońskiego twierdzi, że jego zdaniem „pomysł ministerstwa nie jest całkiem zły, ma też swoje dobre strony. Na przykład, że uczniowie nie będą tracić roku z powodu jednego przedmiotu. - I może nauczycielom będzie łatwiej dawać niedostateczny, bo będą wiedzieli, że to nie przesądzi o losie ucznia - Jednak i on przyznaje, że motywacja resortu może być inna. - Dążenie polityki edukacyjnej jest takie, żeby 80 proc. społeczeństwa miało zdaną maturę." O sprawie napisał też w „Polityce" nieoceniony sejsmograf polskiej szkoły „Belferbloger" : „Jak to? Można nie opanować podstaw programowych i zdać do wyższej klasy? Tymczasem nie tu leży pies pogrzebany, tzn. wcale nie chodzi o promowanie ludzi, którzy nie posiedli wiedzy. Przecież wiedzy nie mają także uczniowie, którzy otrzymują ocenę dopuszczającą. A jednak ludzie z dwójami zdają, mimo że de facto nic nie wiedzą. Gdyby chodziło o wiedzę, promocja powinna zaczynać się od trójki. Skoro przepuszczamy do następnej klasy ludzi z dwójkami, to dlaczego nie dawać tej szansy jedynkowiczom?" Do głosów oburzenia dołączył także popularny felietonista „Dziennika Łódzkiego" Jerzy Witaszczyk, który w rejtanowym stylu tak pisał na wieść o planach MEN: „Nie wiadomo, co dla Polski jest gorsze: wielka powódź czy Katarzyna Hall jako minister od oświaty. Chyba jednak pani Hall. Woda jakoś ustąpi, ziemia wyschnie, domy się wyremontuje, wały wzmocni. A Hall ustąpić nie chce - trzyma się stołka i z uporem godnym lepszej sprawy od ponad dwóch lat podmywa polską szkołę, skuteczniej niż fala powodziowa ochronne wały." Felietonista na projekcie promocji licealistów z dwiema pałami nie zostawił suchej nitki: „Nauczyciele załamują ręce i mają rację, bo kto się będzie uczyć, jeśli otrzyma promocję, nie legitymując się żadną wiedzą z dwóch przedmiotów? Totalny idiotyzm pomysłu dostrzegają internauci, wśród których dominują młodzi ludzie - wydawałoby się skłonni do luzactwa i olewania szkoły. Aż 82 procent uznało propozycję ministerstwa za zły pomysł. Wprowadzenie go w życie oznaczać będzie, że szkołę średnią ukończy każdy cwany leń. Taka szkoła będzie taśmowo produkować leserów i kombinatorów przygotowanych do tego, aby przejść przez życie nic nie robiąc." Jakie stanowisko wobec tego kolejnego, zmieniającego „zasady gry" w polskiej szkole projektu może i powinien zająć refleksyjny pedagog? Rwać włosy z głowy? Przykuć się w spektakularnym proteście łańcuchem do bramy ministerstwa w Alei Szucha? A może zachować się pragmatycznie i szybko przygotować program szkolenia dla rad pedagogicznych liceów na temat „Terapeutyczna funkcja ruchu włączającego niedostatecznych uczniów w społeczność szkolną"? Bo o całej tej sprawie można na różne sposoby. Można oczywiście okazywać święte oburzenie, ogłaszać koniec świata i nawoływać premiera - jak to uczynił felietonista Witaszczyk - aby ten, w interesie dziatwy szkolnej, „przeniósł panią minister Katarzynę Hall na woźną do jakiejś małej szkółki, bo w małej szkółce narobi mało szkód." Ale warto także, bez zbędnych emocji, podjąć próbę przeprowadzenia bilansu zysków i strat, jakie niesie ze sobą pozostawianie uczniów z dwiema ocenami niedostatecznymi na drugi rok w tej samej klasie, a jakie promowanie ich, pomimo tego parcjalnego niepowodzenia szkolnego, do następnej klasy. Dobrze by było, aby na ten temat zabrali głos nie tylko poszukujący sensacyjnych tematów żurnaliści, hunwejbini Internetu lub zapiekli w swej niechęci do sprawujących aktualnie władzę polityczni oponenci, a przede wszystkim doświadczeni nauczyciele, doradcy metodyczni, a w końcu - uczeni: pedagodzy, psycholodzy lub socjolodzy - oby na podstawie posiadanej przez nich wiedzy empirycznej, a nie „gdybologii stosowanej" ! I niech nie czekają na zaproszenie do konsultacji społecznej, bo ta, zgodnie z urzędniczymi procedurami, już trwa. Tylko niewiele z niej, jak dotąd, wynika! A za kilka tygodni będzie już na wszystko za późno! Włodzisław Kuzitowicz |